Tekst powstał na akcję "Portret Damy" na Mirriel. Celem akcji była inspiracja kobietą oraz użycie dwóch słów, otrzymanych od moderatorów.
Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter
Inspiracja: Elzbieta Batory
Słowa: zdrada i kryształ
Krwawa Hrabina
Stukot
obcasów o posadzkę przerwał panującą w dworku ciszę. Jeden z ciemnych
korytarzy przemierzała szesnastoletnia dziewczyna. W czasie swojej
wędrówki mijała stare portrety przodków. Niektóre udawały, że śpią, a
inne plotkowały ze sobą szeptem i co jakiś czas spoglądały na młodą
kobietę. Ta jednak nie przejmowała się tym, tylko kroczyła dalej.
Zatrzymała się dopiero, gdy dotarła do ostatnich drzwi na końcu
korytarza. Chwyciła srebrną gałkę i przekręciła ją. Zawiasy lekko
zaskrzypiały, a ona weszła do środka.
***
Trzy dni wcześniej:
— Pani wzywała Gadatka? — Skrzat domowy skłonił się nisko, dotykając przy tym podłogi nosem.
— Zabierz to! — nakazała Bellatrix Lestrange i machnęła ręką w stronę sterty szat, leżących na podłodze.
Bellatrix
zawsze lubiła wydawać rozkazy. Miała to we krwi i zachowanie się
inaczej byłoby równoznaczne ze zdradą rodu. Rodzina Blacków od pokoleń
rządziła słabszymi od siebie. Czasem pociągała za sznurki w
ministerstwie, a w zwykłe dni rozkazywała takim stworzeniom jak domowe
skrzaty. Bellatrix już jak dziecko słyszała, że władza to potęga.
Dlatego chełpiła się z posiadania jej i nie zamierzała nigdy się z nią
rozstać.
— Oczywiście, pani. — Skrzat skłonił się ponownie, a
następnie chwycił ubrania i zabrał je z pokoju dziewczyny, zamykając za
sobą drzwi.
Przez kolejne godziny Bella nie wychodziła z pokoju.
Zajmowała się tym, co zwykle. Studiowała księgi z wielkiej, rodzinnej
biblioteki lub czytała w Proroku o postępach Czarnego Pana. Voldemort od
zawsze ją fascynował. Cała jej rodzina (z wyjątkiem szalonego kuzyna)
zgadzała się z jego poglądami. Ona nie odstępowała od tradycji, która
liczyła się w rodzinach czystej krwi. Jej jedynym marzeniem było
pozostać sługą Lorda i przynieść chlubę bliskim.
***
Pod
wieczór do jej pokoju przyszedł skrzat. Przyniósł ze sobą tacę z
kolacją. Rodzice Belli wyjechali, więc ta nie musiała jadać w salonie.
Po skończeniu posiłku, dziewczyna zawołała Gadatka, aby ten wyniósł
naczynia. Skrzat podbiegł do tacy i położył na niej szklankę, talerz i
sztućce. Zanim ruszył do wyjścia, skłonił się przed swoją panią. Robił
to wielokrotnie w ciągu dnia, więc powoli popadał w rutynę. Tym razem
jednak nie spostrzegł, że kłaniając się, przechyli również tacę. W ciągu
ułamku sekundy szklanka spadła na podłogę i potłukła się w drobny mak.
Gadatek od razu zauważył, co uczynił i skulił się lekko.
— Gadatek posprząta i Gadatek się ukaże… — zaczął skrzat, ale jego pani przerwała mu machnięciem ręki.
—
Oczywiście, że Gadatek to posprząta! Te kryształy należały do mojej
babki! — Bellatrix wrzasnęła na skrzata i podeszła bliżej niego.
Problemem nie było to, że szklanka się zbiła. Bella nie przywiązywała
wagi do przedmiotów. Jednak nie mogła pozwolić na to, aby niezdarstwo
uszło mu płazem. Uderzyła go w twarz.
Z policzka skrzata popłynęła
strużka krwi i zaplamiła palce Belli. Dziewczyna wiedziała, że powinna
skorzystać z różdżki. Tylko mugole używali siły mięśni, aby kogoś
zranić.
— Następnym razem nie będę taka pobłażliwa — syknęła i wyszła z pokoju, zostawiając skrzata samego, aby posprzątał.
***
Bellatrix ruszyła do łazienki. Musiała umyć ręce.
Gdy
znalazła się przy zlewie, spojrzała na szkarłatną ciecz. Krew miała
niezwykły kolor. Choć z jednej strony symbolizował znienawidzony
Gryffindor, z drugiej odzwierciedlał potęgę. Na jej bladych dłoniach
wyglądała bardzo ładnie. Bella zbliżyła zakrwawiony palec do ust i
posmarowała je krwią. Wpatrywała się w lustro przez dłuższą chwilę, aż w
końcu otrząsnęła się z zamyśleń i zmyła plamy.
***
Było
już długo po północy, gdy Bella przewracała się z boku na bok. Nie
mogła zasnąć. Myślami ciągle wracała do wydarzeń z wieczora. Kolor krwi
powoli tracił swoją intensywność, zaczynała zapominać jak wygląda i to
ją niepokoiło. Nie chciała, aby czerwień zniknęła. Musiała zrobić coś,
aby zachować ją na zawsze. Tak ładnie kontrastowała z jej bladą cerą.
Nie mogła jej stracić. Kolejne minuty mijały na wymyśleniu jakiegoś
planu działania. W końcu wpadła na pomysł, wiedziała, co zrobi
następnego dnia. Uspokoiła się i zasnęła.
***
Bella
wstała bardzo wcześnie rano. Ubrała się w zwykłą czarną szatę i usiadła
przy stoliku, znajdującym się w jej pokoju. Teraz czekała na przybycie
skrzata. Za niespełna dziesięć minut miał się pojawić ze śniadaniem. Ona
była już gotowa. W dłoni trzymała różdżkę i spoglądała na drzwi. W
końcu otworzyły się, a do środka wszedł Gadatek.
— Drętwota! —
krzyknęła dziewczyna, a zaskoczony skrzat natychmiast upadł na ziemię. Z
ręki wypadła mu taca. Stłukła się kolejna, kryształowa szklanka.
Bellatrix
machnęła różdżką jeszcze raz, a bezwładne ciało Gadatka uniosło się ku
górze. Dziewczyna wyszła na korytarz, a skrzat poleciał za nią.
***
Bella
weszła do ostatniego pokoju na końcu korytarza. Był to ciasny schowek,
jednak jej wystarczał. Za pomocą różdżki, utworzyła niewidzialne liny,
które przywiązały skrzata do krzesła, znajdującego się w pomieszczeniu.
Na drzwi rzuciła
Silencio, a następnie ocuciła sługę. Obudzony Gadatek wyglądał na przerażonego, jednak nie odezwał się.
Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni szaty srebrny nóż i niewielki słoiczek.
—
Musisz mi pomóc — wyszeptała, a następnie wbiła mu nóż w brzuch. Skrzat
zawył z bólu, a z jego boku zaczęła cieknąć krew. Bella podstawiła
słoiczek, aby go zapełnić. Gdy już się jej to udało, zostawiła skrzata i
wyszła. Wróciła do swojego pokoju i tam mogła przypatrywać się temu
pięknemu kolorowi i nakładać go na usta. W lustrze widziała idealne
odbicie.
***
Następnego dnia znów
ruszyła korytarzem. Rodzice mieli wrócić wieczorem, więc ta musiała dziś
uwolnić skrzata. Weszła do schowka i wtedy zobaczyła martwe ciało
Gadatka oraz kałużę krwi na podłodze.
— Zepsułeś ją! — warknęła, spojrzawszy na ciemnoczerwoną maź. — Do niczego się nie nadawałeś.
Dziewczyna
machnęła różdżką, aby zmyć plamę z podłogi, a potem zaciągnęła ciało
skrzata za dom. Za pomocą różdżki utworzyła wielki dół w ziemi i
zakopała skrzata w krzakach.
Śmierć sługi nie przejęła jej zbytnio. Bardziej żałowała, że zdobyła tak mało substancji, która zmieniała jej życie.
***
Wieczorem
do dworku wrócili rodzice wraz z Narcyzą. Wieczerze przygotowały
pozostałe skrzaty, więc nie zorientowali się, że brakuje jakiegoś ze
sług.
Dopiero po kilku dniach Cyzia zagadnęła:
— Bello, nie wiesz, gdzie jest Gadatek?
—
Nie mam pojęcia. Pewnie gdzieś się pałęta — skłamała, a nie było to
ostatnie kłamstwo wypowiedziane z krwistoczerwonych ust Bellatrix.