piątek, 9 maja 2014

Misja

Witam!
Tym razem zamieszczam tekst, który został napisany specjalnie dla mojej przyjaciółki na urodziny, które ma dzisiaj. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
A tu taki mały prezencik:
 

Uwaga: Tekst jest parodią!

Autor: Alice K
Fandom: Supernatural




Misja
— Żartujesz sobie ze mnie, prawda? — Dean spojrzał na Castiela. Twarz anioła zdawał się mówić, że nie jest mu do śmiechu.
— Wiem, że ci się to nie podoba, ale dostałem rozkazy.
— Nie pozwolę ci na to! — Dean zrobił krok w tył. — Tak poza tym nie jesteś archaniołem. Nie możesz…
— Mogę. Dostałem moc, aby to uczynić.
— Ale to jest nienormalne! Rozumiem Maryję, ale ja? Dlaczego?
— Dziecko musi pochodzić od ciebie. Będzie królem nowego świata. Tego po apokalipsie.
— Cas, co ty pieprzysz. Wraz z Samem zabijemy Lucyfera i nie będzie potrzebnym nam żaden zbawiciel, czy ktokolwiek inny!
— Nie zabijecie Lucyfera. Nie uda wam się to. On już wygrał wojnę.
— Więc powiem Michałowi „tak”. Zrobię wszystko, ale na pewno nie zgodzę się na niepokalane poczęcie.
— Dean, to nie będzie niepokalane poczęcie, ponieważ…— Cas miał zamiar wyjaśnić znaczenie pojęcia „niepokalane poczęcie”, ale Dean na to nie pozwolił.
— Cas, nie obchodzi mnie, czy to będzie niepokalane, pokalane, czy jeszcze inne poczęcie! Chodzi mi o to, że facet będący w ciąży to wariactwo. Jeszcze większym wariactwem jest fakt, że to ja mam być zapłodniony!
— To będzie bolało tylko przez chwilę. Potem wszystko wróci do normy.
— „To będzie bolało przez chwilę”? Te słowa mają mnie pocieszyć?
— Dean, nie jestem tutaj od pocieszania. Muszę wykonać swoje zadanie, swoją misję.
Castiel podszedł do Winchestera i za nim ten zdążył uciec, dotknął jego czoła. Światłość spłynęła na Deana.

Dziewięć miesięcy później:
— Sammy, wody mi odeszły! — Dean wykrzyczał te słowa w środku nocy, gdy wraz z bratem znajdywał się w małym, obskurnym hotelu. Gdy brzuch urósł mu do olbrzymich rozmiarów, musiał się ukrywać przed światem. Gdyby media dowiedziały się, że facet jest w ciąży, nie dałyby mu żyć.
— Trzeba wezwać Casa — odparł spanikowany Sam.
— Cas, ty sukinsynie! Przychodź tu w tej chwili, albo skopię ci tyłek. — Po tych słowach w pomieszczeniu pojawił się anioł.
— Już czas? — Nie czekając na odpowiedź, chwycił Deana, który zawył z bólu (skurczę się rozpoczęły) i położył go na łóżku.
— Nie mogę na to patrzeć. — Roztrzęsiony Sam wyszedł z pokoju, aby przejść się kawałek. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza, ponieważ cała ta sytuacja była lekko stresująca.
Tym czasem w hotelu działy się takie rzeczy, których nie chcielibyście wiedzieć. Krótko mówiąc, Castiel zrobił cesarkę i na świat przyszło dziecko.
— Jak je nazwiesz? — spytał Cas i podał Deanowi malutkiego chłopca.
— Nie wiem, może Led Zeppelin? — zapytał bardziej sam siebie. Odpowiedź widocznie usatysfakcjonowała anioła, który zmienił temat.
— Musisz wychowywać Leda do siódmego roku życia. Potem przejmie go niebo — wyjaśnił Cas. Na jego słowa Dean zmarszczył brwi. Nie podobało mu się, że niebiańskie sukinsyny chcą zabrać mu pierworodnego, którego już zaczynał lubić.
— Dlaczego niebo?
— Tam mieszkam.
— No i co z tego? To, że tam mieszkasz, nie znaczy, że… — W tym momencie Dean uświadomił sobie, że Cas jest drugim ojcem Zeppelina. — Ożesz w mordę czekoladę!
W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza, która została od razu przerwana przez pojawienie się w pokoju Sama, który nabrał już tchu.
— Czy to mój bratanek? — zapytał głupio Sammy i podszedł do dziecka. — Dean, jak dasz mu na imię?
— Myśleliśmy nad imieniem Led Zeppelin — odpowiedział za niego Cas.
Sam, który studiował na Stanford i był bardzo mądrym i inteligentnym dzieckiem, dodał dwa do dwóch i wyszło mu, że Castiel jest drugim ojcem jego bratanka, czyli dziecka syna jego ojca i matki. 
— To wasze dziecko? — spytał zaskoczony młodszy Winchester i wytrzeszczył oczy.
— Tak, Sam. Przecież to logiczne. Jeśli zapłodniłem Deana, to jestem ojcem jego dziecka, które jest nasze.
Sam wyobraził sobie, w jaki sposób Cas mógł zapłodnić Deana i zrobiło mu się niedobrze. Stwierdził, że ponownie musi wyjść na dwór. Znów przydałoby mu się trochę świeżego powietrza.
— Wracając do kwestii wychowania naszego syna… — zaczął Dean po odejściu brata. Cas popatrzył na niego, aby dać do zrozumienia, że słucha. — Nie zgadzam się na rozdzielenie dziecka od rodziciela. Wychowamy naszego syna razem w małej chatce na Madagaskarze.
Castiel, któremu spodobała się myśl o mieszkaniu na wyspie i oglądaniu lemurów, nie dyskutował więcej.
— Zgadzam się, ale jest jeszcze jedna sprawa.
— Jaka? — spytał Dean i spojrzał na swojego synka z czułością.
— Sądzę, że Led Zeppelin powinien mieć rodzeństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!