piątek, 1 sierpnia 2014

Lot

Kolejny crossover i kolejny brak pomysłu na tytuł. :)

Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter/LOST

Lot

Lot Oceanic 815 z Sydney do Los Angeles okazał się tragiczną podróżą. Sama katastrofa nie była najgorsza. Jednak wylądowanie na tej piekielnej wyspie, doprowadzało wszystkich do szału. Najbardziej poirytowany był człowiek, który różnił się od reszty bardzo ważnym elementem, miał magiczną moc.

Już na samym początkiem liderem został Jack Shepard. Wokół niego zebrała się grupka ludzi, którzy odgrywali ważniejsze role w życiu na wyspie. Pozostała część ocalałych wiodła spokojniejsze życie. Nikt nie wtykał nosa w ich sprawy, pozostali oni niezauważeni.
Czarodziejowi odpowiadało to. Teraz całe dnie mógł spędzać na chodzeniu po dżungli i szukaniu różdżki. Było to bardzo trudne zadanie zważywszy na setki drzew rosnących dookoła. On mógł mieć jedynie nadzieję, że różdżka nie wpadła do oceanu i jest gdzieś na lądzie. Musiał szukać dalej.

Kilka dni po katastrofie podszedł do niego Hurley z listą pasażerów. Był pierwszym z rozbitków, który odezwał się do maga.
— Jestem Hugo - przedstawił się. Nie musiał tego robić, ponieważ czarodziej znał imię każdego z wyspy. Był świetnym obserwatorem.
— Robię spis ludności. Jak się nazywasz?
— Snape.
Hurley spojrzał na listę. Odnalazł podane nazwisko po paru sekundach.
— Jesteś tu. Severus Snape. Swoją drogą dziwne imię.
Hugo nie słysząc odpowiedz, wzruszył ramionami i odszedł. Jeśli dziwak nie chciał z nim rozmawiać, trudno.

Severusowi ciężko było się przystosować. Musiał łazić po drzewach i łowić ryby (z patroszeniem ich nie miał problemu, w końcu nie takie rzeczy patroszył do eliksirów). Zdobywanie pożywienia nie było najtrudniejsze, jednak noszenie mugolskich ubrań już tak. Brak czarnej szaty sprawiał, że Snape nie czuł się sobą. Niedługo jednak miało się to zmienić. Potrzebował tylko swojej różdżki.

Snape obserwował pozostałych rozbitków i o każdym wyrobił sobie zdanie po niespełna dwóch tygodniach. Pewnego razu dla zabawy zaczął przydzielać ich do domów w Hogwarcie.
Hurley - przyjazny i zawsze skory do pomocy świetnie pasowałby do Huffelpuffu.
Jack wyglądał na mądrego człowieka. Jako lekarz był również dobrze wykształcony. W Ravenclaw znalazłby wspólny język z Krukonami.
Natomiast sprytna i zaradna Kate znalazłaby się w Slytherinie. Tak samo jak Sayid. Irakijczyk był dla niego wielką zagadką. Przeżył tak wiele, zabijał i torturował. Momentami Severus miał wrażenie, że patrzy w lustro. Obaj byli do siebie bardzo podobni. Gdyby kiedykolwiek zaczęli rozmowę, zrozumieliby się od razu. Tak wiele mieli ze sobą wspólnego.
Największym problemem Snape’a był Sawyer. Facet, dla którego liczy się siła. Obraża innych wymyślając nowe przezwiska. Co chwilę flirtuje z Kate, która się nim nie interesuje, a on chce zdobyć tylko ją. Uważa, że jest najlepszy i wszyscy go kochają. Do tego jego prawdziwym imieniem jest James! Snape na sam widok tego typa krzywił się z niesmakiem. Sawyer za bardzo przypominał mu znienawidzonego Jamesa Pottera. Gdyby tego było mało, kilka dni temu zaczął nosić okulary. Sawyer z pewnością trafiłby do Gryffindoru.

Severus Snape się opalił. Był oto niewiarygodne, ale brak balsamu chroniącego przed promieniami UV i spędzanie  całych dni na plaży robiło swoje. Snape zaczynał się zastanawiać, jakie zaklęcie pomoże mu załatwić problem. Z tą myślą ponownie rozpoczął poszukiwania różdżki. I ponownie pluł sobie w brodę, że nie zdecydował się na tę cholerną miotłę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!