Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter/LOST
Lot
Lot Oceanic 815 z Sydney do Los
Angeles okazał się tragiczną podróżą. Sama katastrofa nie była najgorsza.
Jednak wylądowanie na tej piekielnej wyspie, doprowadzało wszystkich do szału. Najbardziej
poirytowany był człowiek, który różnił się od reszty bardzo ważnym elementem,
miał magiczną moc.
Już na samym początkiem liderem
został Jack Shepard. Wokół niego zebrała się grupka ludzi, którzy odgrywali
ważniejsze role w życiu na wyspie. Pozostała część ocalałych wiodła
spokojniejsze życie. Nikt nie wtykał nosa w ich sprawy, pozostali oni
niezauważeni.
Czarodziejowi odpowiadało to. Teraz
całe dnie mógł spędzać na chodzeniu po dżungli i szukaniu różdżki. Było to
bardzo trudne zadanie zważywszy na setki drzew rosnących dookoła. On mógł mieć
jedynie nadzieję, że różdżka nie wpadła do oceanu i jest gdzieś na lądzie.
Musiał szukać dalej.
Kilka dni po katastrofie podszedł
do niego Hurley z listą pasażerów. Był pierwszym z rozbitków, który odezwał się
do maga.
— Jestem Hugo - przedstawił się.
Nie musiał tego robić, ponieważ czarodziej znał imię każdego z wyspy. Był
świetnym obserwatorem.
— Robię spis ludności. Jak się
nazywasz?
— Snape.
Hurley spojrzał na listę. Odnalazł
podane nazwisko po paru sekundach.
— Jesteś tu. Severus Snape. Swoją
drogą dziwne imię.
Hugo nie słysząc odpowiedz,
wzruszył ramionami i odszedł. Jeśli dziwak nie chciał z nim rozmawiać, trudno.
Severusowi ciężko było się
przystosować. Musiał łazić po drzewach i łowić ryby (z patroszeniem ich nie
miał problemu, w końcu nie takie rzeczy patroszył do eliksirów). Zdobywanie
pożywienia nie było najtrudniejsze, jednak noszenie mugolskich ubrań już tak.
Brak czarnej szaty sprawiał, że Snape nie czuł się sobą. Niedługo jednak miało
się to zmienić. Potrzebował tylko swojej różdżki.
Snape obserwował pozostałych
rozbitków i o każdym wyrobił sobie zdanie po niespełna dwóch tygodniach.
Pewnego razu dla zabawy zaczął przydzielać ich do domów w Hogwarcie.
Hurley - przyjazny i zawsze skory
do pomocy świetnie pasowałby do Huffelpuffu.
Jack wyglądał na mądrego człowieka.
Jako lekarz był również dobrze wykształcony. W Ravenclaw znalazłby wspólny
język z Krukonami.
Natomiast sprytna i zaradna Kate
znalazłaby się w Slytherinie. Tak samo jak Sayid. Irakijczyk był dla niego
wielką zagadką. Przeżył tak wiele, zabijał i torturował. Momentami Severus miał
wrażenie, że patrzy w lustro. Obaj byli do siebie bardzo podobni. Gdyby
kiedykolwiek zaczęli rozmowę, zrozumieliby się od razu. Tak wiele mieli ze sobą
wspólnego.
Największym problemem Snape’a był Sawyer.
Facet, dla którego liczy się siła. Obraża innych wymyślając nowe przezwiska. Co
chwilę flirtuje z Kate, która się nim nie interesuje, a on chce zdobyć tylko
ją. Uważa, że jest najlepszy i wszyscy go kochają. Do tego jego prawdziwym
imieniem jest James! Snape na sam widok tego typa krzywił się z niesmakiem.
Sawyer za bardzo przypominał mu znienawidzonego Jamesa Pottera. Gdyby tego było
mało, kilka dni temu zaczął nosić okulary. Sawyer z pewnością trafiłby do
Gryffindoru.
Severus Snape się opalił. Był oto
niewiarygodne, ale brak balsamu chroniącego przed promieniami UV i
spędzanie całych dni na plaży robiło
swoje. Snape zaczynał się zastanawiać, jakie zaklęcie pomoże mu załatwić
problem. Z tą myślą ponownie rozpoczął poszukiwania różdżki. I ponownie pluł
sobie w brodę, że nie zdecydował się na tę cholerną miotłę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!