sobota, 14 września 2013

Może być gorzej

Tym razem przedstawiam dłuższe opowiadanie. Jak na razie powstał tylko jeden rozdział. Historia przedstawiona poniżej opowiada o Gilderoy'u Lockharcie.

Aktualizacja nr 1 (04.10.2013): Powstał kolejny rozdział FF o Lockharcie. Zapraszam serdecznie i mam nadzieję, że się Wam spodoba. 

Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter


Może być gorzej


Rozdział 1

„Nieoczekiwany przebłysk świadomości”
17 września roku 1998
Wstałam rano trzydzieści minut przed szóstą ( jak zwykle zresztą). Wstałam i znowu zaczęłam swój nudny poranek, swoją nudną kawą. Codziennie wstaję o tej samej godzinie i idę do pracy, a wracam dopiero wieczorem. Następnie, jem kolację z mikrofali i padam zmęczona. Żyję w rutynie. Moje życie jest nudne i bezsensowne.
Może wydarzenia dzisiejszego dnia to zmienią? W końcu mogę być sławna, zaczną się wywiady. Nudna i szara Miriam Strout stanie się gwiazdą. Wiem, że jest to pomysł niedorzeczny. Ja sławna?! Wiem również, że od teraz nie będę mogła tyle narzekać na pracę, ponieważ to ona wpłynęła na to, że znalazłam się w tamtym miejscu o tamtej porze.
Zacznijmy może od początku. Tak jak pisałam mój dzień zaczął się od rutyny. Poszłam do pracy i zaczęłam obchód. Parę „koleżanek” nabijało się ze mnie, ponieważ z czepka wystawały kosmyki moich włosów. Jak ja ich nienawidzę! Oczywiście nie dziewczyn ze szpitala, ponieważ czasami są w porządku, tylko tych włosów. Oprócz tego, że moja cera jest niedoskonała ( ba wręcz okropna!), mam jeszcze krzywe nogi i kudły na głowie. Stosowałam mnóstwo środków, ale nawet „Ulizanna” pomaga tylko na chwilę. Nie mam już siły toczyć walki, która odbywa się codziennie rano w łazience. Może naturalne ułożenie włosów bym zniosła, ale kolor jest okropny. Popielaty, zamiast czekoladowy. Nie wiem, jak matka natura mogła obdarzyć nas takim kolorem. Zostawiam temat włosów, ponieważ nie o tym miałam pisać. Przecież sławy nie zyskam z powodu mojej obrzydliwej fryzury.
Znalazłam się w szpitalu. Spojrzałam, gdzie zostałam przydzielona. Miałam zająć się pacjentami z  fatalnymi pogryzieniami i ukąszeniami, ale coś mnie podkusiło, aby odwiedzić mojego ulubionego pacjenta. Gdy akurat poszłam do Gilderoya, on wszystko sobie przypomniał…

— Witaj Gilderoy’u! Jak się dzisiaj czujesz? — zapytała Miriam Strout wchodząc do sali, w której przebywał Lockhart. Tym razem był lekko rozkojarzony. Nie uśmiechał się tak jak zazwyczaj. Siedział na łóżku ubrany w szlafrok i wpatrywał się tępo w ścianę. Zawsze z chęcią rozdawał autografy. Miriam miała ich już dziesiątki, nie wyrzuciła ani jednego. Podziwiała Gilderoya, który napisał tyle pasjonujących powieści. Była również wielką fanką jego zniewalającego uśmiechu.
— Co się stało? — spytał i podniósł oczy na uzdrowicielkę.
— Nic się nie dzieje kochanie. Przynieść ci coś? — zapytała się i uśmiechnęła szeroko, ale jej wyraz twarzy w niczym nie przypominał tego ze zdjęć Gilderoya w magazynie „Czarownica”.
— Jak nic się nie dzieje? Gdzie ja jestem?! Proszę mi pomóc! — dodał błagalnie. Gilderoy Lockhart mógł prosić o cokolwiek i z pewnością byłoby mu to dane, ale tym razem zbyt rozkojarzony zdawał się zapominać kim jest. W pasiastym szlafroku, lekko podkrążonych oczach i braku najdroższych kosmetyków przez ostatnie kilka lat nie prezentował się już tak dobrze.
— Gilderoy’u chyba masz gorączkę. —  Kobieta podeszła do niego i przyłożyła swoją pulchną dłoń do jego czoła. Nie dała mu dojść do słowa.
— Rzeczywiście jesteś rozpalony. Zaraz przyniosę ci coś na gorączkę. — Miriam odwróciła się z zamiarem wyjścia z sali, ale Gilderoy ujął jej dłoń. Chciał jedynie zatrzymać uzdrowicielkę, ale ona odebrała to inaczej. Spłonęła rumieńcem i uśmiechnęła się szeroko.
— Coś jeszcze Gilderoy’u? — zapytała miło i zatrzepotała rzęsami, co nie dało pożądanego przez nią efektu.
— Wyjaśnij mi, co tu się dzieje. Gdzie ja jestem? Ostatnie, co pamiętam to lekcja, którą przeprowadziłem w Hogwarcie. Pracowałem tam, a teraz obudziłem się tutaj. Potter. Był tam Harry Potter. Nasze wspólne zdjęcie znalazło się na okładce. — Z każdym wypowiedzianym słowem na twarzy Miriam rosło zdumienie. Dopiero po chwili dotarło do niej, co właśnie się stało.
— Poczekaj chwileczkę — nakazała i wyszła na korytarz. 

Byłam podekscytowana i szczęśliwa z tego powodu. Gilderoy Lockhart, jeden z najwybitniejszych pisarzy naszych czasów, pięciokrotny (choć należało mu się więcej) zwycięzca na najpiękniejszy uśmiech magazynu „Czarownica”, po prostu cud i miód, obudził się! Moja radość była tym większa, że to ja zobaczyłam go jako pierwsza. Jeszcze cudowniejszy był jego dotyk. Gdy miękka dłoń zamknęła się na mojej chropowatej i pomarszczonej ręce, poczułam ciepło w sercu.
Wybiegłam na korytarz, ponieważ cały świat, a przynajmniej szpital musiał dowiedzieć się o cudzie, który nastał…

— Gilderoy Lockhart odzyskał pamięć! — Miriam Strout biegała po wszystkich piętrach, korytarzach, salach i innych zakamarkach, aby powiadomić wszystkich, co się stało. Już po kilku minutach pod pokojem, w którym przebywał Lockhart, zebrała się spora grupa ludzi.
­— Przypomniał sobie? — zapytał jeden ze starszych panów stojących pod salą i czekających na to, co się wydarzy.
­— Ta wariatka tak twierdzi — odpowiedziała pacjentka, która również z zainteresowaniem przyglądała się zgromadzeniu.
Minęły kolejne minuty, a przez tłum zaczęli przedzierać się uzdrowiciele. Było ich co najmniej tuzin. Wszyscy byli ciekawi, jakim cudem, po takim uszkodzeniu, pacjent odzyskał pamięć.
Magomedycy w końcu znaleźli się w sali, na której leżał, a teraz raczej stał, Gilderoy Lockhart. Podchodzili do niego i badali w najróżniejszy sposób. Miriam znajdowała się na czele całego zgromadzenia i uśmiechała się radośnie. Dwie młodsze od niej uzdrowicielki stały z tyłu i dosłownie obgadywały ją za plecami, iż zachwyca się byle czym.
W całym tym zamieszaniu zapomniano o Gilderoy’u, który był…

…rozkojarzony. To chyba dobre określenie. Oczywiście nigdy nie byłam najlepsza w całej tej gramatyce i przymiotnikach, ale wydaje mi się, że taki był. Oraz osłupiały. O tak, Gilderoy wydawał się osłupiały. Wszyscy pokazywali na niego i badali na rożne sposoby (chcieli nawet jego mocz, twierdząc, że będzie rozwiązaniem zmiany jego stanu). Sądzę, że Gilderoy czuł się tak, jakby był w ZOO i niestety, ale nie jako odwiedzający, a okaz! Wiem, jak czuje się ktoś taki. Sama często jestem pokazywana palcami (pewnie wina moich włosów). Był oszołomiony, bo chciał wiedzieć, co się dzieje, a nikt nie miał zamiaru mu tego wyjaśnić. Może popełniłam błąd, że od razu wszystkich wezwałam, ale przecież nie co dzień zostaje przywrócona pamięć takiemu geniuszowi. Po parunastu minutach wszyscy odeszli i zostałam z Gilderoy’em sam na sam…

— Witaj Gilderoy’u! — powitała się ponownie i posłała pacjentowi uśmiech.
— Czy teraz w końcu ktoś mi wyjaśni, co się stało? Jak pewnie wiesz, jestem bardzo znaną osobistością i bardzo często księgarnie organizują spotkania z fanami. Muszę się tam stawić — oznajmił Lockhart. Nie był już tak otępiały, teraz znów założył maskę Słodkiego- I-Boskiego- Gilderoya- Lockharta.
— Zaraz wszystko ci wyjaśnię, kochany! — zakrzyknęła i zaczęła…

…opowiadać. Właśnie, zaczęłam opowiadać mu całą jego historię. Zaczynając od tego, iż tak dzielnie zachował się ratując dziewczynkę przed okropnym bazyliszkiem (Hogwart wcale nie jest bezpieczny!), a kończąc na tym, iż obudził się tego pięknego ranka. Tak, ten ranek z pewnością był piękny. Jeden z lepszych w ostatnim czasie. Stał się cud, bohater, jakich mało, odzyskał pamięć. Gdy skończyłam opowiadać (nie pominęłam chyba żadnego szczegółu, powiedziałam nawet o tym, że szata Gilderoya powiewała wraz z jego lśniącymi włosami, gdy wychodził z Komnaty), nadszedł już wieczór. Kilka razy zostałam wezwana do innych pacjentów, ale oni przecież nie byli tacy ważni. W końcu od gryzącej klamki się nie umiera! Teraz najważniejszy był Gilderoy. Moim priorytetem (tak mówi się o ważnym zadaniu) był właśnie on. Więc, jak już pisałam, skończyłam historię, gdy…

…nastał wieczór. Za oknami ściemniło się. Lockhart wysłuchał całej opowieści i próbował nie przerywać, co było bardzo trudne, dlatego wielokrotnie zmieniali temat. Gilderoy’a między innymi interesowało, co działo się z magazynem „Czarownica”, gdy zabrakło jego uśmiechu.
— Nie czytam już tego pisma — oznajmiła Miriam. — Teraz jest to szmatławiec gorszy od Proroka. Jednak wróciłeś i znów zawitasz na okładkach. Właśnie! Muszę do nich zadzwonić.
Miriam wyszła, a Gilderoy…

…uciekł. Zostawił mnie. Wróciłam po wykonaniu telefonu, a go już nie było. Okno zostało wybite (nie wiem, jak można było nie zabezpieczyć go zaklęciem!), a on uciekł. Był całkiem sam, bez różdżki, bez niczego. Tylko w koszuli nocnej (i w tym pasiastym szlafroku, w którym wyglądał znakomicie!). Wiedziałam, że sobie poradzi, w końcu pokonał wilkołaka, ale „coś” nie dawało mi spokoju. Wydaje mi się, że to dlatego, iż teraz nie będę popularna. Zwiał. Gilderoy Lockhart zwiał i…

…był całkiem sam. Na dworze panowała ciemność. Bał się tego, co może go spotkać, ponieważ nie miał różdżki, jednak ona nie zdałaby się na wiele. W końcu Lockhart to oszust. Mógł oszukiwać pół Anglii, ale nie potrafił oszukać siebie. Był bezradny, ale nie głupi. Dumbledore pewnie wydał ogłoszenie prasowe, iż osoba imieniem Gilderoy Lockhart jest oszustem, który zhańbił Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, więc najlepszym posunięciem było nie ujawnianie stanu swojego zdrowia. Wiedział, że w końcu prasa się dowie, ale wolał, aby stało się to później, aniżeli wcześniej. Spodziewał się również, iż  ludzie zaczną oczekiwać wyjaśnień. Większość jego fanów znała teraz prawdę i odeszła od niego. Dostał nawet własny przydomek; „lalusiowaty oszust”.
Teraz nie mógł liczyć na pomoc z żadnej strony. Potrzebował kamuflażu, aby udać się po różdżkę. Potrzebował również pieniędzy, aby te różdżkę kupić. A co najważniejsze potrzebował planu, który uratuje go z opresji. Był sam i taki chciał pozostać. Uciekł ze szpitala i teraz czekał, aż…

…prasa została wezwana w ciągu niespełna godziny. Prorok musiał napisać na ten temat w jutrzejszym, porannym wydaniu. Rozmawiałam z miłą reporterką, która poprosiła mnie o wywiad! Może jednak będę sławna?
Najgorszy z wykonanych telefonów był ten, w którym informowała magazyn „Czarownica”, że sesja zdjęciowa odwołana. Bardzo się zawiedli. Gilderoy na okładce od razu wzbudziłby zainteresowanie, którego ten magazyn bardzo potrzebował.
A ja znów zostałam sama. Bez Gilderoya.
Znów ta sama, nudna i brzydka,
Miriam Strout.


Rozdział 2

"W pogoni za sensacją"



UCIECZKA ZE ŚWIĘTEGO MUNGA

Gilderoy Lockhart, upadła gwiazda czarodziejskiej społeczności, uciekł ze szpitala Świętego Munga, pisze Rita Skeeter, nasz specjalny korespondent. W ostatnich dniach doszło do szokującej sytuacji. Pierwszy raz w historii istnienia szpitala Świętego Munga, pacjent uciekł z budynku. Jednak wróćmy do początku tego zaskakującego wydarzenia. Wyżej wymieniony czarodziej znany również jako „Największy medialny oszust XX wieku” (więcej o tym tytule, na stronie 8), odzyskał pamięć kilka godzin przed ucieczką. Miriam Strout, uzdrowicielka, która spuściła z oczu autora wielu bezwartościowych książek, mówi: „Biedaczek został całkiem sam. Nie wiem, jak sobie poradzi.”. Obawy są jak najbardziej słuszne, ponieważ Lockhart jest niemalże charłakiem. Jego umiejętności magiczne są na tyle mizerne, że nawet z różdżką, którą…

…skradł, nie zda się na wiele. Jednak z różdżką, czy bez różdżki mógłby sobie poradzić. Z jednej strony zawsze był ofermą, ale dzięki sprytowi i inteligencji potrafił zadbać o swoją przyszłość. Nie posiadał niezwykłych uzdolnień, a stał się sławny na całą Anglię. Krukoński umysł był wykorzystywany przez Gilderoya bardzo dobrze, choć niezbyt uczciwie. Teraz tylko jego inteligencja mogła mu pomóc. Obmyślenie planu zajęło mu trochę czasu, ale wszystko wydawało się proste i logiczne. Niestety, ale tylko wydawało się. W rzeczywistości doszło do pewnych komplikacji.
Lockhart przez dłuższy czas błąkał się po londyńskich ulicach, aż znalazł mugolski, całodobowy bar. Usiadł przy oknie i zaczął gorączkowo rozmyślać. W zastanowieniu się nad planem pomógł kubek kawy, który, jak powiedziała kelnerka, był na „koszt firmy”. Gest wykonany przez pracownicę tego obskurnego budynku świadczył o tym, iż Gilderoy nie stracił całego uroku osobistego. Była to bardzo przydatna informacja.
Po wypiciu ciepłego napoju, który nie był najlepszej jakości, szare komórki Gilderoya zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Na serwetce rozrysował sobie plan Pokątnej. Pamiętał mniej więcej rozmieszczenie budynków, więc nie miał z tym większego problemu. Schody zaczęły się w momencie, gdy obmyślał plan włamania się do…

…Ollivandera. Sklep ten jest znany z wyrobów różdżkarskich. Rodzina właściciela od lat zajmuję się tą specjalnością. Garick Olivander (obecny właściciel sklepu) o całym zdarzeniu mówi z wyraźnym podekscytowaniem i rozbawieniem: „Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś okradł mój sklep.” Kolejne, niespodziewane wydarzenie, które dotyka Gilderoya Lockharta, zastanawia nas, czyżby był on jednak niezwykły? Sceptycy nie wierzą, iżby Lockhart posiadał jakiekolwiek umiejętności, uważają raczej całą sytuację za łut szczęścia. Podejrzewa się również, że w kradzieży brał udział…

…wspólnik. Mugolska kelnerka co jakiś czas zerkała w stronę czarodzieja. Około drugiej w nocy zdjęła fartuch i powiesiła go na wieszaku.
— Kończę zmianę! — krzyknęła w kierunku kuchni i wyszła zza lady. Jednak zamiast ruszyć w stronę drzwi wyjściowych, dosiadła się do Gilderoya.
— Cześć! Zły dzień? — zapytał, aby nawiązać rozmowę.
— Można tak powiedzieć. — Uśmiechnął się do niej lekko i wrócił do swoich myśli. Młoda kobieta zaśmiała się i również posłała mu szeroki uśmiech.
— Jestem Lora. — Podała mu rękę.
— Gilderoy.
— Nie co dzień do baru w środku nocy przychodzi facet w szlafroku.
Dopiero teraz, Gilderoy zorientował się, że nadal ma na sobie strój ze szpitala. Poczuł się trochę głupio. Jako szanujący się i popularny czarodziej, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Teraz, jednak było mu wszystko jedno, wzruszył ramionami.
— Czekaj tutaj. Na składzie pewnie znajdę jakieś stare ciuchy.
Kelnerka znów udała się za ladę, aby po chwili wrócić z foliową reklamówką. Rzuciła nią w stronę Lockharta.
— Tylko to znalazłam. Śmierdzi i ma wyszyte logo baru, ale wydaje się odpowiedniejsze od szlafroka. — Wskazała na drzwi po lewej stronie. — Tam jest łazienka.
Lockhart podziękował jej i udał się we wskazane miejsce. Gdy znalazł się w środku, poczuł okropny zapach, który przypominał ten wydzielany przez Ghule. Zniesmaczony widokiem zabrudzonej podłogi i kabin, Gilderoy zmarszczył nos. W ekspresowym tempie zmienił strój, aby jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Gdy wrócił…

…poprosił mugolkę o pomoc. Całe społeczeństwo czarodziei jest oburzone tą sytuacją. Ministerstwo Magii zapewnia, iż Gilderoy Lockhart zostanie poddany osądowi i najprawdopodobniej spędzi kilka miesięcy w Azkabanie za złamanie Zasady Tajności Czarodziejów. Kingsley Shacklebolt, obecny minister magii, zapewnia, że rozesłali listy gończe po całej Anglii. Duża grupa aurorów została przydzielona do tego zadania. Po upadku Sami- Wiecie- Kogo (więcej strona 2) i schwytaniu większości jego popleczników (zwanych śmierciożercami), aurorzy mają mniej obowiązków i mogą zajmować się sprawami niższej wagi. Minister, zapytany o całą sytuację, odpowiedział „Nikt nie jest winny, dopóki wina nie zostanie mu udowodniona.” . Jednak z jego słowami nie zgadza się wielu czarodziei, którzy już osądzili sprawę.
Kolejną zagadką, którą stara się rozwiązać nasza społeczność, jest udział mugolki we włamaniu. Przepytana kobieta nie miała pojęcia, co się stało. Jej stan umysłu świadczył o tym, iż…

…Gilderoy wyczyścił jej pamięć. Zrobił to od razu po zdobyciu różdżki i wróceniu do mugolskiej części Londynu. Jednak zanim to się stało, młodziutka kelnerka udała się wraz z Lockhartem do Dziurawego Kotła. Z początku nie chciała uwierzyć w jego historię, ale po trzech godzinach wyjaśnień, w końcu mu zaufała. Nie wiedział, czy działał na nią jego urok osobisty, a może opowiadał tak wiarygodnie, że każdy by uwierzył. Nie zaprzątał jednak sobie tym głowy i wraz z kobietą stanął przed barem. Na głowę nałożył kapelusz, aby nikt nie rozpoznał uciekiniera. Weszli do środka. Za ladą stał bezzębny Tom i nalewał kolejną porcję alkoholu dla starszej pani stojącej nieopodal. Na wejście nowo przybyłych nikt nie zwracał uwagi. Wszyscy palili fajki, pili „coś mocniejszego” lub rozmawiali ze sobą. Bar nie zmienił się ani trochę od ostatniej wizyty w nim Gilderoya.
Lockhart szybko przeszedł na drugi koniec baru, kobieta bez wahania powędrowała za nim. Wyszli na zewnątrz i znaleźli się przed murem. Nie było żadnej drogi, tylko mur i tylne wejście do baru.
— Żartujesz sobie ze mnie? — zapytała, a w głosie słyszalna była nutka paniki i strachu.
— Spokojnie. Teraz muszę tylko coś zrobić — odparł i zaczął przypominać sobie kombinacje uderzenia w cegły. Ostatnio stał przed tym murem kilka lat temu, gdy odwiedził „Esy i Floresy”. Po chwili począł uderzać w cegły, które w następnym momencie odsunęły się na bok i zrobiły przejście.
— Co to było? — zapytała zaskoczona. Dopiero teraz w pełni uwierzyła w to, co usłyszała wcześniej.
— Magia — odpowiedział Gilderoy i uśmiechnął się. Po raz pierwszy tego wieczoru, był to szczery uśmiech.
W dalszą drogę ruszyli w milczeniu. Lora przyglądała się każdemu budynkowi z wyraźnym zaciekawieniem i fascynacją. Miała mnóstwo pytań, ale stwierdziła, że zada je dopiero po włamaniu. Wcześniej opracowali plan, który polegał, na jak najszybszym otworzeniu zamka bez pomocy różdżki. Ollivander z pewnością używał mnóstwo zaklęć antywłamaniowych, jednak Lockhart miał nadzieję, że ochrona nie działa na mugolskie sposoby włamań. Nie mylił się. Spinka, którą Lora otworzyła zamek, nie włączyła żadnego alarmu. Choć czarodzieje mieli większe możliwości ochrony swoich posiadłości, nie zawsze wszystko przemyśleli.
Dwójka włamywaczy przekroczyła próg sklepu, a w następnej chwili usłyszała huk. Wszystkie meble, znajdujące się w środku, zaczęły dosłownie wariować. Półki zapełnione przeróżnymi pudełkami przesuwały się z jednej strony, na drugą. Był to sposób na utrudnienie kradzieży, który uaktywniał się, dopiero po wyczuciu obecności istoty żywej w budynku. Prócz tego Ollivander musiał natychmiast zostać poinformowany o tym, co się stało. Gilderoy miał tylko kilka sekund, aby wydostać się bezpiecznie ze sklepu. Chwycił więc pierwszą z brzegu różdżkę, złapał zaskoczoną Lorę za rękę i wyskoczył ze sklepu. Znaleźli się na ulicy Pokątnej. Zaczynało się rozjaśniać, więc jak najszybciej mogli, pobiegli w stronę Dziurawego Kotła. Gilderoy poprawił kapelusz na głowie, by zasłonił mu twarz i jak najspokojniej mógł…

…wyszedł z Dziurawego Kotła. Barman twierdzi, iż nie mógł zauważyć jego obecności, ponieważ w tym czasie bar był zatłoczony. Większość naszego społeczeństwa spekuluje, że Lockhart jest kolejnym z niezarejestrowanych animagów („Niezarejestrowani  animadzy, czyli zbrodnia i kara” więcej strona 12). Według nich przybiera on postać szczura, co sugeruje, że Lockhart mógł przed laty współpracować z Peterem Pettigrewem. Kolejne, nowe fakty sprawiają, iż…

…sprawa Lockharta nie wyglądała najlepiej. Teraz mogli oskarżyć go jeszcze o kradzież, prócz oczywistych oszustw.
Gilderoy Lockhart dopuścił się wielu przestępstw, więc nazwanie go kryminalistą nie było błędem. Wymazanie pamięci wielkim czarodziejom, aby przejąć ich dokonania jako swoje i spisać w książki, na pewno nie było legalne. Dumbledore z pewnością złożył raport w Ministerstwie, i gdyby nie Szpital Świętego Munga, były nauczyciel OPCMu, trafiłby do Azkabanu. Teraz jedynym rozwiązaniem było życie jako zbieg. Najpierw potrzebował pomocy innego czarodzieja, by dowiedzieć się, co tak dokładnie miało miejsce w ostatnich latach. Potem ucieknie do małego miasteczka, gdzieś we Francji i tam zamieszka na stałe. Przed wyjazdem  musiał zatrzeć wszystkie ślady. Miał w końcu różdżkę, więc nie mogło być  to trudne.
Lockhart spojrzał na Lorę, która była rozradowana i podekscytowana. Całą historię ze spotkaniem Gilderoya traktowała jak wielką przygodę. Wszystko wydawało się fascynujące i  niesamowite, jednak mogło trwać tylko chwilę.
— Chciałbym ci podziękować — powiedział Gilderoy, gdy przechodzili oświetloną częścią Londynu.
— Nie ma za co — odpowiedziała z uśmiechem.
Przez chwilę szli w milczeniu, a Lockhart odwlekał to, co nieuniknione.
— Muszę coś zrobić — odezwał się znowu i przystanął. Ona również się zatrzymała. Stali naprzeciwko siebie wpatrując się sobie w oczy.
Gilderoy wyciągnął z kieszeni nowo nabytą różdżkę i skierował ją w stronę dziewczyny, która nie zauważyła tego.
— Obliviate — wyszeptał, odwrócił się i zniknął. 

Będę informować Was o wszystkich nowych poczynaniach w tej sprawie. Na końcu zadaję pytanie Wam, czy według Was Gilderoy Lockhart jest przestępcą?
Rita Skeeter, specjalny korespondent.

2 komentarze:

  1. Świetny, czekam na więcej :)
    Zajrzysz do mnie?
    http://storybelel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten bardzo konstruktywny komentarz, który świadczy o tym, że najprawdopodobniej tekstu nie przeczytałaś. A jeśli to zrobiłaś to tylko po to, aby napisać "Świetne" (nie zważając, czy takie by było) i zareklamowanie swojego bloga. Następnym razem proszę skorzystać z zakładki SPAM. Radzę również pisać szczere (dłuższe niż jedno zdanie) komentarze, jeśli chcesz, aby ludzie postrzegali Cię poważnie.
      Pozdrawiam,
      Alice K

      Usuń

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!