Autor: Alice K
Fandom: Grey's Anatomy.
Świąteczna gorączka
Święta są co roku. Niektórzy obchodzą je, bo wierzą w Boga. Innym zależy tylko na prezentach, bądź chwili wytchnienia. Są też tacy, którzy świąt nie obchodzą. Wszystkich tych ludzi cechuje jedno; chcą spokoju. No może jednak nie wszyscy go pragną…
— O’malley, będziesz asystował dr Burke’owi. Karev
do dr Montgomery, Grey do dr Sheperda. Stevens, dr Sloan jest twój. Yang na
izbę. Teraz! — Miranda Bailey nienawidziła pracować w święta. Wszystkie
„bałwany” powodowały wypadki w domowym zaciszu. Co roku do szpitala trafiały
ofiary poparzeń od lampek choinkowych; mężowie, którzy spadali z dachu,
wieszając świąteczne ozdoby oraz inni kretyni, każdy z dziwniejszym problemem.
Śliska droga również nie była sprzyjająca. Zimą zwiększała się ilość wypadków i
zgonów, spowodowana przez kierowców.
Bailey nienawidziła również pracować w święta, ponieważ w tym samym czasie nie mogła być z rodziną. W tym roku było to dla niej ważniejsze niż zazwyczaj, ponieważ jej synek miał swoje pierwsze Boże Narodzenie. Miranda Bailey nigdy nie była osobą sentymentalną, ale po narodzinach dziecka, zmieniła się diametralnie. Teraz oddałaby wszystko (nawet operację Whipple’a) za to, aby spędzić ten dzień z synem. Wiedziała, że po powrocie do domu, mąż będzie wściekły i w najbliższych dniach znów dojdzie do kłótni na temat jej pracy.
Bailey nienawidziła świąt spędzonych w szpitalu, ale równocześnie kochała je. Dziwne wypadki i ciekawe operację przypadały właśnie na ten czas. Zamieszanie i tłok na izbie sprawiały, iż była w swoim żywiole.
— Jak to na izbę? — spytała zdezorientowana Cristina Yang. Dla niej święta pozbawione pracy, operacji, czy nauki, były czasem straconym. Jako żydówka, świąt nie obchodziła. Dla niej równie dobrze mógł być to zwyczajny dzień.
Dr Bailey zmierzyła dziewczynę wzrokiem, a następnie odezwała się:
— Yang, czego nie rozumiesz w słowie teraz? Jeśli mówię teraz, to znaczy teraz, natychmiast! Więc… Teraz! — Miranda Bailey, jako osoba, która potrafi rozporządzać, nie lubiła sprzeciwu. Nienawidziła go jeszcze bardziej od świąt, mimo to czasem sprzeciw stażystów, bądź młodszych rezydentów był zabawny.
W końcu każdy ze stażystów udał się do wyznaczonego miejsca pracy. A Miranda wróciła do swoich zajęć. Wszyscy powinni być szczęśliwi, w końcu były święta.
Bailey nienawidziła również pracować w święta, ponieważ w tym samym czasie nie mogła być z rodziną. W tym roku było to dla niej ważniejsze niż zazwyczaj, ponieważ jej synek miał swoje pierwsze Boże Narodzenie. Miranda Bailey nigdy nie była osobą sentymentalną, ale po narodzinach dziecka, zmieniła się diametralnie. Teraz oddałaby wszystko (nawet operację Whipple’a) za to, aby spędzić ten dzień z synem. Wiedziała, że po powrocie do domu, mąż będzie wściekły i w najbliższych dniach znów dojdzie do kłótni na temat jej pracy.
Bailey nienawidziła świąt spędzonych w szpitalu, ale równocześnie kochała je. Dziwne wypadki i ciekawe operację przypadały właśnie na ten czas. Zamieszanie i tłok na izbie sprawiały, iż była w swoim żywiole.
— Jak to na izbę? — spytała zdezorientowana Cristina Yang. Dla niej święta pozbawione pracy, operacji, czy nauki, były czasem straconym. Jako żydówka, świąt nie obchodziła. Dla niej równie dobrze mógł być to zwyczajny dzień.
Dr Bailey zmierzyła dziewczynę wzrokiem, a następnie odezwała się:
— Yang, czego nie rozumiesz w słowie teraz? Jeśli mówię teraz, to znaczy teraz, natychmiast! Więc… Teraz! — Miranda Bailey, jako osoba, która potrafi rozporządzać, nie lubiła sprzeciwu. Nienawidziła go jeszcze bardziej od świąt, mimo to czasem sprzeciw stażystów, bądź młodszych rezydentów był zabawny.
W końcu każdy ze stażystów udał się do wyznaczonego miejsca pracy. A Miranda wróciła do swoich zajęć. Wszyscy powinni być szczęśliwi, w końcu były święta.
***
— Co dzisiaj mamy? — George, który uwielbiał dr Burke’a,
cieszył się z takiego przydziału. Podszedł do kardiochirurga i uśmiechnął się
szeroko.
— Cieszę się, że do mnie dołączyłeś O’Malley. Najpierw wymienimy zastawkę, a potem możemy ruszyć na świąteczne zakupy. Nie mam jeszcze nic dla Cristiny — oznajmił Preston, a następnie ruszył w stronę sali operacyjnej. Po chwili George dogonił go.
— Przecież Cristina jest Żydówką, nie obchodzi świąt.
— Wiem, ale to nie oznacza, że nie może dostać prezentu.
O’Malley tylko wzruszył ramionami. Nie potrzebny był spór, w końcu to nie jego sprawa. Yang mogła być Żydówką i mimo to, celebrować ten dzień jak większość społeczeństwa. Może nie wierzyła w Jezusa Chrystusa jak George, ale równie dobrze mogła świętować 25 grudnia, zamiast Bożego Narodzenia. Dla O’Malleya nie robiło to różnicy. Nigdy nie liczyło się czyjeś wyznanie tylko jego czyny. Sam był gorliwym katolikiem, matka od dziecka wpajała mu nauki kościoła. Zawsze starał się postępować zgodnie z naukami Boga i Chrystusa, a Boże Narodzenie znaczyło dla niego bardzo wiele. W całym tym dniu chodziło przecież o narodzenie Zbawiciela, a nie o prezenty czy spotkania z rodziną, które od wielu lat były przez media promowane jako najważniejsze. Tak, Święta dla O’Malleya były ważne głównie z powodu wiary, dlatego w te dni chodził do Kościoła i modlił się o wszystkich, którym tej wiary brak. Chciał, aby wszyscy jego bliscy mogli poczuć Magię Świąt, tą prawdziwą, nie stworzoną przez fabryki słodyczy bądź zabawek.
Po chwili obaj doszli na salę. Zaczęli się przygotowywać do operacji, ostatniej w tym dniu, bo przecież były święta.
— Cieszę się, że do mnie dołączyłeś O’Malley. Najpierw wymienimy zastawkę, a potem możemy ruszyć na świąteczne zakupy. Nie mam jeszcze nic dla Cristiny — oznajmił Preston, a następnie ruszył w stronę sali operacyjnej. Po chwili George dogonił go.
— Przecież Cristina jest Żydówką, nie obchodzi świąt.
— Wiem, ale to nie oznacza, że nie może dostać prezentu.
O’Malley tylko wzruszył ramionami. Nie potrzebny był spór, w końcu to nie jego sprawa. Yang mogła być Żydówką i mimo to, celebrować ten dzień jak większość społeczeństwa. Może nie wierzyła w Jezusa Chrystusa jak George, ale równie dobrze mogła świętować 25 grudnia, zamiast Bożego Narodzenia. Dla O’Malleya nie robiło to różnicy. Nigdy nie liczyło się czyjeś wyznanie tylko jego czyny. Sam był gorliwym katolikiem, matka od dziecka wpajała mu nauki kościoła. Zawsze starał się postępować zgodnie z naukami Boga i Chrystusa, a Boże Narodzenie znaczyło dla niego bardzo wiele. W całym tym dniu chodziło przecież o narodzenie Zbawiciela, a nie o prezenty czy spotkania z rodziną, które od wielu lat były przez media promowane jako najważniejsze. Tak, Święta dla O’Malleya były ważne głównie z powodu wiary, dlatego w te dni chodził do Kościoła i modlił się o wszystkich, którym tej wiary brak. Chciał, aby wszyscy jego bliscy mogli poczuć Magię Świąt, tą prawdziwą, nie stworzoną przez fabryki słodyczy bądź zabawek.
Po chwili obaj doszli na salę. Zaczęli się przygotowywać do operacji, ostatniej w tym dniu, bo przecież były święta.
***
— Karev, co u dziecka Reynoldsów? — Addison
Montgomery przeglądała kartę pacjentów, gdy Alex przechodził korytarzem. Młody
stażysta zatrzymał się, by odpowiedzieć przełożonej. Addison Montgomery, a do
niedawna i Sheperd, była kobietą seksowną. Jej ogniste włosy i zgrabna figura
potrafiły zawrócić każdemu mężczyźnie w głowie. Dlatego nikt nie zdziwił się,
że Sheperd i Sloan toczyli o nią walkę. Jednak teraz była wolna, a Alex Karev postanowił,
że zaliczy każdą laskę w tym szpitalu. W dzień świąt jego celem była właśnie
Addison.
— Jej stan znacznie się poprawił. Ma trochę podwyższoną ilość białych krwinek, ale do wieczora wszystko powinno się ustabilizować. Najprawdopodobniej obejdzie się bez operacji — odpowiedział na zadane pytanie, a Addie pokiwała głową.
— Poradzę sobie z resztą, jak chcesz, możesz iść.
Przełożona dała mu wolne. W tym czasie mógłby pójść do klubu lub baru i nieźle się zabawić, jednak postanowił, że jego dzień będzie wyglądać inaczej.
— Może uzupełnię dokumentacje? — zaproponował pomoc. Nie mógł zostawić samotnej pani doktor w taki dzień. Musiał jej potowarzyszyć, aby wieczorem samemu na tym skorzystać.
— Dobrze Karev, jeśli jesteś tego pewien. — Addison podała mu dokumentacje, a sama ruszyła korytarzem. W końcu stażysta mógł ją wyręczyć, czemu nie miała z tego skorzystać i wrócić wcześniej do domu?
Alex nie spodziewał się takiego obrotu akcji, miał nadzieję, że seksbomba tego szpitala spędzi z nim czas i razem popracują, flirtując czasami, ale widocznie nie było im to pisane. Obecnie na Kareva czekała sterta papierów do uzupełnienia. Zadanie z pewnością nie takie, które ktokolwiek powinien wykonywać w święta.
— Jej stan znacznie się poprawił. Ma trochę podwyższoną ilość białych krwinek, ale do wieczora wszystko powinno się ustabilizować. Najprawdopodobniej obejdzie się bez operacji — odpowiedział na zadane pytanie, a Addie pokiwała głową.
— Poradzę sobie z resztą, jak chcesz, możesz iść.
Przełożona dała mu wolne. W tym czasie mógłby pójść do klubu lub baru i nieźle się zabawić, jednak postanowił, że jego dzień będzie wyglądać inaczej.
— Może uzupełnię dokumentacje? — zaproponował pomoc. Nie mógł zostawić samotnej pani doktor w taki dzień. Musiał jej potowarzyszyć, aby wieczorem samemu na tym skorzystać.
— Dobrze Karev, jeśli jesteś tego pewien. — Addison podała mu dokumentacje, a sama ruszyła korytarzem. W końcu stażysta mógł ją wyręczyć, czemu nie miała z tego skorzystać i wrócić wcześniej do domu?
Alex nie spodziewał się takiego obrotu akcji, miał nadzieję, że seksbomba tego szpitala spędzi z nim czas i razem popracują, flirtując czasami, ale widocznie nie było im to pisane. Obecnie na Kareva czekała sterta papierów do uzupełnienia. Zadanie z pewnością nie takie, które ktokolwiek powinien wykonywać w święta.
***
— Hej! — przywitał się Derek i pocałował swoją
ukochaną w policzek. Meredith odwzajemniła to i szeroko się uśmiechnęła. Przy
nim zawsze była szczęśliwa. Śmiało mogła przyznać wszystkim, że jest zakochana.
Każda chwila spędzona w tym samym pokoju z mężczyzną jej życia, była chwilą, której
nigdy nie zapomni. Nie liczyło się, czy Boże Narodzenie spędzą w domu, a może w
pracy. Najważniejsze było to, że mieli siebie.
— Co dzisiaj operujemy? — zapytała Meredith.
— Nic.
— Nic? — Grey była wyraźnie zaskoczona.
— Nie operujemy, ponieważ Webber dał nam wolne. Zabieram cię do restauracji.
Te słowa sprawiły, że dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Zawsze ją zaskakiwał, a o takich świętach marzyła od dawna.
— Co dzisiaj operujemy? — zapytała Meredith.
— Nic.
— Nic? — Grey była wyraźnie zaskoczona.
— Nie operujemy, ponieważ Webber dał nam wolne. Zabieram cię do restauracji.
Te słowa sprawiły, że dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Zawsze ją zaskakiwał, a o takich świętach marzyła od dawna.
***
Izzie kochała święta. Uwielbiała w nich wszystko.
Pięknie przyozdobioną choinkę, prezenty pod nią i zapach pierniczków
rozchodzący się po całym domu. Wypieki były jej mocną stroną, więc zazwyczaj
kilka godzin spędzała w kuchni, aby potem wszyscy zajadali się ze smakiem jej
ciastami. Choć chirurgia była fascynująca, w dzień taki jak Boże Narodzenie,
dziewczyna wolała siedzieć w zaciszu domowym. Niestety tym razem nie
zapowiadało się na to. Mark Sloan, co chwila wymyślał nowe, bezsensowne
zadania.
— Przynieś mi Cappuccino — zażądał trzeci raz tego dnia. O wczesnym pójściu do domu, nie było mowy.
— Przynieś mi Cappuccino — zażądał trzeci raz tego dnia. O wczesnym pójściu do domu, nie było mowy.
***
Cristina Yang była zła, a raczej wściekła.
Spędzenie dnia na izbie z obsmarkanymi bachorami było koszmarem. Nie
wiedziała, z jakiej przyczyny, Bailey wysłała ją właśnie tu. W całym szpitalu
większość chirurgów przygotowywało się do fascynujących operacji, a jej
przyszło badać koszmarnych smarkaczy lub nieznośnych staruchów.
W święta miała zamiar załapać się na kilka operacji, może jakiś przeszczep, niestety plany legły w gruzach. Na razie była zwykłą stażystką, ale da im jeszcze popalić.
W święta miała zamiar załapać się na kilka operacji, może jakiś przeszczep, niestety plany legły w gruzach. Na razie była zwykłą stażystką, ale da im jeszcze popalić.
***
Dopiero około jedenastej w nocy każdy ze stażystów,
prócz Meredith, która była już na kolacji, opuścił szpital. Większość z nich
była wykończona, nikomu nie chciało się nic robić. Izzie straciła ochotę na
pieczenie, George nie miał zamiaru jechać do rodziców tak późno, Cristina nie
chciała już dotykać żadnego z pacjentów z izby, a Alex stracił ochotę na
wyrywanie panienek.
Wszyscy byli na tyle zmęczeni, że poczłapali do baru. Każdy zamówił drinka, a barman Joe chwilę później podał im szklanki.
— Wznieśmy toast — zaczął George. — Za święta.
Wszyscy zawtórowali i stuknęli się szklankami, a następnie upili łyk. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że są razem. Były święta.
Wszyscy byli na tyle zmęczeni, że poczłapali do baru. Każdy zamówił drinka, a barman Joe chwilę później podał im szklanki.
— Wznieśmy toast — zaczął George. — Za święta.
Wszyscy zawtórowali i stuknęli się szklankami, a następnie upili łyk. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że są razem. Były święta.