poniedziałek, 2 września 2013

Ból

Przedstawiam Wam mój pierwszy ff do Grey's Anatomy. Został napisany około dwa miesiące temu, od razu po obejrzeniu przedostatniego odcinka 5 sezonu.

Autor: Alice K
Fandom: Grey's Anatomy
Spoiler: Do 5 sezonu. 



Ból

— Izzie ma IV stadium czerniaka z przerzutami do mózgu, wątroby i skóry.

Ból spotyka nas codziennie. My, czyli lekarze, widzimy go bez przerwy, ale rzadko dotyczy nas samych. Nasi pacjenci cierpią, odczuwają bóle różnego rodzaju, fizyczne bądź psychiczne. Jednak jest to bez znaczenia. Nie ważne jest podłoże naszego bólu, ważne jest to, że cierpimy…

— O’Malley! - Dr Bailey zawołała mnie, gdy zjawiłem się na korytarzu. Chwilę wcześniej asystowała Cristinie przy pierwszej operacji solo. Od razu po wyjściu z sali operacyjnej, wezwała mnie pagerem.
— Dr Bailey, czy coś się stało? - zapytałem uprzejmie. Dr Bailey zawsze wzbudzała szacunek, nawet wśród starszych rezydentów. Spojrzałem na nią, a jej twarz chciała mi przekazać: „Mam złe wieści, O’Malley. Bardzo złe.”.
— O’Malley, chodź ze mną. Twoi przyjaciele już wiedzą - odparła, nie wyjaśniając, o co chodzi.
— Co się stało? Czy ma to związek z operacją Cristiny?
— Nie. Chodzi o Stevens.
Izzie? Bailey wyglądała na zmartwioną, a to oznaczało, że Izzie stało się coś złego. Jestem jej przyjacielem, a o niczym nie wiedziałem. Nie byłem pewny, czy chodzi o jej córkę? A może miał wyjaśnić się powód jej niepokoju? W ostatnich dniach chodziła smutna i przygnębiona, nic mi nie mówiła, nie rozmawiała ze mną.
Po przejściu korytarza, stanęliśmy przed jedną z sal.
— O’Malley, muszę cię ostrzec, wyjaśnić co się dzieję. Dr Stevens… to znaczy Izzie, ona… ona ma raka skóry w IV stadium z przerzutami do mózgu, wątroby i skóry. — Dr Bailey nie owijała w bawełnę, nigdy tego nie robiła. Powiedziała wszystko prosto z mostu. Z początku nie dotarł do mnie sens jej słów, ale potem poczułem ból, ukłucie w sercu.
Wszedłem do środka. Meredith, Alex i Cristina już tam byli. Na łóżku leżała Izzie. Taka, jak zawsze, tylko bez radosnych ogników w oczach. Tak samo było po śmierci Denny’ego, straciła radość z życia. Teraz wszystko wracało ze zdwojoną siłą, ponieważ ja też czułem ten ból.
— Hej, jak się czujesz? - zapytałem z troską, a ona posłała mi słaby uśmiech. Nie chciała, abym się martwił, nie chciała przysparzać problemów.
— Dobrze - skłamała. Odpowiedziała krótko, ponieważ nie chciała roztrząsać tej sprawy, nie teraz. Nie była jeszcze na to gotowa.
Potem zmieniła temat. Bała się i nie chciała czuć również naszego strachu. Wszyscy się baliśmy, a niektórzy jeszcze bardziej niż ona. Baliśmy się, bo ją kochamy… bo ja ją kocham.
Rozmawialiśmy przez godzinę o wszystkim i o niczym. Cristina, za namową Izzie, opowiedziała przebieg operacji, którą przeprowadziła samodzielnie, zaledwie kilka godzin temu. Meredith zamartwiała się o Dereka, aż w końcu wyszła, by do niego jechać. Alex trzymał Izzie za rękę. A ja? Ja patrzyłem. Na jej blond włosy, brązowe oczy, łagodne usta i piękną twarz. Potem wyszedłem.
Zostałem wezwany przez pager do mojego pacjenta. Miałem dyżur i nie mogłem spędzić z nią więcej czasu. Idąc korytarzem uświadomiłem sobie, co tak właściwie się stało. Izzie nie przyszła z problemem do mnie, do przyjaciela. Zapomniała, ze może mi zaufać. Drugie ukłucie w sercu,  ból.
Dowiedziałem się ostatni, zresztą jak zwykle.  George O’Malley zawsze na samym końcu. Nie zdał egzaminu, wziął ślub i rozwiódł się, nie potrafił zatrzymać przy sobie dziewczyny, którą kocha. Tak, to ja. Frajer jakich wielu.
W końcu doszedłem do sali pacjenta. Mogłem na chwilę zapomnieć o wszystkim, zająć się tylko swoją pracą. Teraz pacjent był najważniejszy. Zbadałem go, a następnie zaczęłam wypełniać papiery. Mogłem zlecić to stażyście, ale nie chciałem znów wrócić do myślenia o Izzie. Jednak wszystko wróciło do mnie ponownie. Byłem wściekły, że dowiedziałem się ostatni. Poczułem również satysfakcje, że Alex nie był pierwszy. Jednak odczułem coś jeszcze, ból.
***
 Callie wyznała mi, że życzyła jej śmierci. Wiedziałem, iż nienawidzi Izzie, miała ku temu powody. Przespałem się z nią, gdy byliśmy małżeństwem. Jednak teraz wszystko się zmieniło. Callie chyba wybaczyła i namawiała mnie, aby się z nią zobaczył, jednak byłem tchórzem. Nie potrafiłem i chyba nie chciałem. Bałem się cierpienia, bałem się bólu.
***
Ślub Meredith i Dereka planował długo. Pozwolił jej zapomnieć o chorobie, dał jej trochę szczęścia. Żyła tym ślubem, zadowolona, że Meredith będzie miała swój piękny dzień. Dla takich chwil chciała walczyć. A ja walczyłbym z nią, gdyby tylko poprosiła. Walczyłbym z jej bólem, ze swoim bólem.
Wieczorem miał odbyć się ślub. Kaplica był gotowa. Tego samego dnia Meredith miała świetny nastrój, szef pozwolił jej wykonać operację solo. Wszystko musiało się udać, jednak plany uległy zmianie. Zmianie na gorsze, o wiele gorsze. Karev się oświadczył, oświadczył się Izzie, mieli zająć ślub Sheperda i Meredith, zostać małżeństwem. Kolejne ukłucie, tym razem rozdzierające serce, okropny ból.
Siedziałem w ławce i ujrzałem ją. Piękna w białej sukni. Zaczęła iść w stronę ołtarza, ale w połowie drogi zachwiała się. Wstałem i podałem jej rękę. To był jej dzień, musiał być udany. Zaprowadziłem ją do ołtarza z myślą, iż sam chciałbym przy nim stać. Stać obok niej, obok mojej Izzie.
Potem kolejne etapy bólu. Przemowa Alexa, słowa księdza i pocałunek. Ból nie mijał, został i trwał.
***
Następnego dnia dowiedziałem się, że Denny wrócił. Ponoć stało się to w dzień ślubu, ale jak zwykle wiedziałem, jako ostatni. Izzie znów miała halucynację. Sheperd odkrył mały guz w jej mózgu. Bałem się, bardziej niż ona. Nie zniósłbym jej śmierci, za dużo bólu. Wciąż go czułem. W sercu rozwijał się od dłuższego czasu, aby teraz uderzyć z największą siłą. Złamano mi serce. Ona je złamała.

Ból nie zawsze jest zły. Bez niego nie potrafimy wyznaczyć granicy. Dzięki niemu czujemy, jesteśmy ludźmi. Zawdzięczamy mu wiele, ale zazwyczaj nie chcemy go. Odsuwamy, jak najdalej można. Uśmierzamy na chwilę, albo uciekamy…

— Witamy w armii. - Podano mi dłoń. Następnie wyszedłem z wszystkimi dokumentami. Chciałem uciec, jednak ból nie minął. Nie udało się. Cierpiałem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!