Autor: Alice K
Fandom: Grey's Anatomy
Spoiler: Do 5 sezonu.
Ból
— Izzie ma IV stadium czerniaka z
przerzutami do mózgu, wątroby i skóry.
Ból
spotyka nas codziennie. My, czyli lekarze, widzimy go bez przerwy, ale rzadko
dotyczy nas samych. Nasi pacjenci cierpią, odczuwają bóle różnego rodzaju,
fizyczne bądź psychiczne. Jednak jest to bez znaczenia. Nie ważne jest podłoże
naszego bólu, ważne jest to, że cierpimy…
— O’Malley! - Dr Bailey zawołała
mnie, gdy zjawiłem się na korytarzu. Chwilę wcześniej asystowała Cristinie przy
pierwszej operacji solo. Od razu po wyjściu z sali operacyjnej, wezwała mnie
pagerem.
— Dr Bailey, czy coś się stało? - zapytałem uprzejmie. Dr Bailey zawsze wzbudzała szacunek, nawet wśród starszych rezydentów. Spojrzałem na nią, a jej twarz chciała mi przekazać: „Mam złe wieści, O’Malley. Bardzo złe.”.
— Dr Bailey, czy coś się stało? - zapytałem uprzejmie. Dr Bailey zawsze wzbudzała szacunek, nawet wśród starszych rezydentów. Spojrzałem na nią, a jej twarz chciała mi przekazać: „Mam złe wieści, O’Malley. Bardzo złe.”.
— O’Malley, chodź ze mną. Twoi
przyjaciele już wiedzą - odparła, nie wyjaśniając, o co chodzi.
— Co się stało? Czy ma to związek z
operacją Cristiny?
— Nie. Chodzi o Stevens.
Izzie? Bailey wyglądała na
zmartwioną, a to oznaczało, że Izzie stało się coś złego. Jestem jej przyjacielem,
a o niczym nie wiedziałem. Nie byłem pewny, czy chodzi o jej córkę? A może miał
wyjaśnić się powód jej niepokoju? W ostatnich dniach chodziła smutna i
przygnębiona, nic mi nie mówiła, nie rozmawiała ze mną.
Po przejściu korytarza, stanęliśmy
przed jedną z sal.
— O’Malley, muszę cię ostrzec,
wyjaśnić co się dzieję. Dr Stevens… to znaczy Izzie, ona… ona ma raka skóry w
IV stadium z przerzutami do mózgu, wątroby i skóry. — Dr Bailey nie owijała w
bawełnę, nigdy tego nie robiła. Powiedziała wszystko prosto z mostu. Z początku
nie dotarł do mnie sens jej słów, ale potem poczułem ból, ukłucie w sercu.
Wszedłem do środka. Meredith, Alex
i Cristina już tam byli. Na łóżku leżała Izzie. Taka, jak zawsze, tylko bez
radosnych ogników w oczach. Tak samo było po śmierci Denny’ego, straciła radość
z życia. Teraz wszystko wracało ze zdwojoną siłą, ponieważ ja też czułem ten
ból.
— Hej, jak się czujesz? - zapytałem
z troską, a ona posłała mi słaby uśmiech. Nie chciała, abym się martwił, nie
chciała przysparzać problemów.
— Dobrze - skłamała. Odpowiedziała
krótko, ponieważ nie chciała roztrząsać tej sprawy, nie teraz. Nie była jeszcze
na to gotowa.
Potem zmieniła temat. Bała się i
nie chciała czuć również naszego strachu. Wszyscy się baliśmy, a niektórzy
jeszcze bardziej niż ona. Baliśmy się, bo ją kochamy… bo ja ją kocham.
Rozmawialiśmy przez godzinę o
wszystkim i o niczym. Cristina, za namową Izzie, opowiedziała przebieg
operacji, którą przeprowadziła samodzielnie, zaledwie kilka godzin temu.
Meredith zamartwiała się o Dereka, aż w końcu wyszła, by do niego jechać. Alex
trzymał Izzie za rękę. A ja? Ja patrzyłem. Na jej blond włosy, brązowe oczy,
łagodne usta i piękną twarz. Potem wyszedłem.
Zostałem wezwany przez pager do
mojego pacjenta. Miałem dyżur i nie mogłem spędzić z nią więcej czasu. Idąc
korytarzem uświadomiłem sobie, co tak właściwie się stało. Izzie nie przyszła z
problemem do mnie, do przyjaciela. Zapomniała, ze może mi zaufać. Drugie
ukłucie w sercu, ból.
Dowiedziałem się ostatni, zresztą
jak zwykle. George O’Malley zawsze na
samym końcu. Nie zdał egzaminu, wziął ślub i rozwiódł się, nie potrafił
zatrzymać przy sobie dziewczyny, którą kocha. Tak, to ja. Frajer jakich wielu.
W końcu doszedłem do sali pacjenta.
Mogłem na chwilę zapomnieć o wszystkim, zająć się tylko swoją pracą. Teraz pacjent
był najważniejszy. Zbadałem go, a następnie zaczęłam wypełniać papiery. Mogłem
zlecić to stażyście, ale nie chciałem znów wrócić do myślenia o Izzie. Jednak
wszystko wróciło do mnie ponownie. Byłem wściekły, że dowiedziałem się ostatni.
Poczułem również satysfakcje, że Alex nie był pierwszy. Jednak odczułem coś
jeszcze, ból.
***
Callie wyznała mi, że życzyła jej
śmierci. Wiedziałem, iż nienawidzi Izzie, miała ku temu powody. Przespałem się
z nią, gdy byliśmy małżeństwem. Jednak teraz wszystko się zmieniło. Callie
chyba wybaczyła i namawiała mnie, aby się z nią zobaczył, jednak byłem
tchórzem. Nie potrafiłem i chyba nie chciałem. Bałem się cierpienia, bałem się
bólu.
***
Ślub Meredith i Dereka planował
długo. Pozwolił jej zapomnieć o chorobie, dał jej trochę szczęścia. Żyła tym
ślubem, zadowolona, że Meredith będzie miała swój piękny dzień. Dla takich
chwil chciała walczyć. A ja walczyłbym z nią, gdyby tylko poprosiła. Walczyłbym
z jej bólem, ze swoim bólem.
Wieczorem miał odbyć się ślub.
Kaplica był gotowa. Tego samego dnia Meredith miała świetny nastrój, szef
pozwolił jej wykonać operację solo. Wszystko musiało się udać, jednak plany
uległy zmianie. Zmianie na gorsze, o wiele gorsze. Karev się oświadczył,
oświadczył się Izzie, mieli zająć ślub Sheperda i Meredith, zostać małżeństwem.
Kolejne ukłucie, tym razem rozdzierające serce, okropny ból.
Siedziałem w ławce i ujrzałem ją.
Piękna w białej sukni. Zaczęła iść w stronę ołtarza, ale w połowie drogi
zachwiała się. Wstałem i podałem jej rękę. To był jej dzień, musiał być udany.
Zaprowadziłem ją do ołtarza z myślą, iż sam chciałbym przy nim stać. Stać obok
niej, obok mojej Izzie.
Potem kolejne etapy bólu. Przemowa
Alexa, słowa księdza i pocałunek. Ból nie mijał, został i trwał.
***
Następnego dnia dowiedziałem się,
że Denny wrócił. Ponoć stało się to w dzień ślubu, ale jak zwykle wiedziałem,
jako ostatni. Izzie znów miała halucynację. Sheperd odkrył mały guz w jej
mózgu. Bałem się, bardziej niż ona. Nie zniósłbym jej śmierci, za dużo bólu. Wciąż go czułem. W sercu rozwijał się od dłuższego
czasu, aby teraz uderzyć z największą siłą. Złamano mi serce. Ona je złamała.
Ból
nie zawsze jest zły. Bez niego nie potrafimy wyznaczyć granicy. Dzięki niemu
czujemy, jesteśmy ludźmi. Zawdzięczamy mu wiele, ale zazwyczaj nie chcemy go.
Odsuwamy, jak najdalej można. Uśmierzamy na chwilę, albo uciekamy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!