poniedziałek, 9 września 2013

Ognista i Pianista


Kolejna miniaturka związana ze światem Potterowskim. Tym razem przedstawiam tekst, który powstał w celu pojedynku na Mirriel

Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter 

Ognista i Pianista

Dom przy Grimmauld Place 12 ukazał się oczom Harry’ego. Znał to miejsce, ale nie wiedział, co się dzieje i dlaczego się tu znalazł.
Profesor McGonagall obudziła go w środku nocy i zaciągnęła do gabinetu Dumbledore’a. Dyrektora nie było w pokoju, ale spostrzegł inne, znajome twarze. Alastor Moody kuśtykając podszedł do chłopaka i przyjrzał mu się badawczo, a jego szklane oko zakręciło się w oczodole. Nimfadora Tonks pomachała mu wesoło i uśmiechnęła się, znów miała włosy w kolorze różowej gumy balonowej. Kingsley Shacklebolt uścisnął mu rękę i gestem wskazał stojącą na biurku puszkę. To musi być świstoklik – pomyślał Harry i nie mylił się. Już po chwili wraz z członkami Zakonu Feniksa aportował się pod dom swojego ojca chrzestnego, Syriusza Blacka.
Na Grimmauld Place Moody użył zaklęcia, które sprawdzało ludzką obecność. Gdy przekonał się, że nikogo nie ma, cała czwórka weszła do domu. Już w holu Tonks przewróciła stołek, a hałas obudził portret pani Black, która powitała wszystkich swoim krzykiem:
­­­– Szlamy, szumowiny! Plugawią dom moich przodków!
Po chwili do holu wkroczyła kolejna dobrze znana Harry’emu postać. Remus jak zwykle miał na sobie wyświechtaną szatę, w której wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego i wyczerpanego. Lupin podszedł do obrazu i wraz z Alastorem zakrył kotarą portret matki Syriusza, która momentalnie umilkła.
– Nareszcie jesteście – odetchnął z ulgą mężczyzna i uścisnął dłoń każdemu po kolei. Na samym końcu podszedł do Harry’ego i szepnął mu do ucha:
– Pewnie nie wiesz o co chodzi, ale udawaj, że wszystko rozumiesz – po tych słowach Harry poczuł się jeszcze bardziej niepewnie. Spotkania z Remusem zawsze podnosiły go na duchu, jednak tym razem zdołowany jeszcze bardziej. Harry nie miał wyboru, musiał czekać na dalszy tok wydarzeń.
Kingsley szybko się pożegnał i wyszedł, tłumacząc, że ma sprawy do załatwienia w ministerstwie. Lupin ruszył w kierunku salonu, a reszta poszła za nim. Harry ujrzał w pomieszczeniu Syriusza oraz… Snape’a?
– Co tu u licha robi Snape? – zapytał z nieukrywanym niedowierzaniem Harry. Wzrok wszystkich spoczął na nim, a Lupin ukrył twarz w dłoniach. Dopiero po chwili Harry zdał sobie sprawę, że pokazał, iż o niczym nie wie. Na jego szczęście, nikt nie przejmował się tym długo i już po chwili wszyscy odwrócili od niego wzrok.
– Yhm… - odchrząknął Snape po chwili milczenia, widocznie miał zamiar coś powiedzieć.
– Tak Severusie? Coś się stało? – zapytał Remus z troską w głosie. Mówił do Snape’a, jak do dziecka.
– Chciałbym... – zaczął Snape. - … oznajmić wszystkim, że wiem, że nic nie wiem. – po ostatnim słowie mówca zaśmiał się histerycznie i opadł na pobliski fotel. Teraz wszystko się wyjaśniło; Mistrz Eliksirów był pijany, tylko co u licha miał tu zdziałać Złoty Chłopiec?
Syriusz spojrzał na Snape’a z wyraźną pogardą, a następnie wypowiedział kąśliwy komentarz:
– Smarkerusie nie musisz wszystkim uświadamiać swojej niewiedzy. Wystarczy, że spojrzymy na twoją głowę i już mamy odpowiedź. Nie wiesz do czego służy szampon.
Riposta Syriusza nie była zbyt trafna, ponieważ nikt się nie zaśmiał, a może nawet nie zauważyli, że gospodarz się odezwał. Po kolejnej fazie milczenia przerywanej odgłosami chrapania Snape’a, który zdążył już zasnąć, Harry nie wytrzymał i wybuchnął:
– Czy będzie ktoś łaskaw wyjaśnić mi, co ja tu robię i w jakim celu zostałem tutaj wezwany? Jeśli Snape ma zostać doprowadzony do porządku, to nie potrzebujecie mnie, tylko pani Pomfrey – gdy Harry zwolnił, aby złapać oddech, Lupin wtrącił swoje trzy grosze:
– Profesor Snape, Harry. Nie chodzi o to, abyś doprowadził Snape’a do porządku, chociaż to też by się przydało. Mamy pewien problem, bo widzisz Harry… - Remus urwał, zastanawiając się, jak wyjaśnić sytuacje chłopcu.
– Gdy Smarkerus przeholował z Ognistą, był z nim Lucjusz Malfoy – oznajmił szybko i jasno Syriusz.
Harry parsknął  śmiechem, ponieważ była to jedna z głupszych rzeczy jakie usłyszał. Jaki normalny szpieg upiłby się wraz z jednym z najbardziej niebezpiecznych wrogów? To musiał być kolejny dowcip, ale nikt prócz Harry’ego się nie zaśmiał, oznaczało to tylko jedno, Snape był idiotą.
– To idiota – warknął Moody i pokuśtykał w stronę Pottera. – Słuchaj chłopcze, Severus pod wpływem tak mocnego trunku mógł się zapomnieć i powiedzieć o paru sprawach Zakonu i o Tobie… - potem dodał  pod nosem -  a mówiłem, żeby nie pić nic, co nie zostało przez nas przygotowane.
– A ja sądzę, że z Luckiem było jeszcze gorzej i nie będzie nic pamiętać – wtrąciła Tonks. Jak zwykle miała inne zdanie, a może po prostu lubiła droczyć się z Szalonookim? Darzyła go szacunkiem, ale uważała, że niektóre z jego metod są przestarzałe.
– Wy młodzi jesteście tacy nieostrożni! Do licha z wami!- wrzasnął Moody i pokuśtykał na drugi koniec pokoju.
Nagle Snape chrapnął głośno i obślinił się, a Tonks skrzywiła się z obrzydzenia i szturchnęła Severusa w ramię.
– Co się stało? – zapytał przestraszony, gdy został nagle obudzony. Harry miał na końcu języka złośliwą odpowiedź, ale powstrzymał się przed wypowiedzeniem jej na głos.
– Severusie, zostaniesz teraz z Harrym, a my wyjdziemy, dobrze? – zapytał uprzejmie Lupin.
– Z Potterem? – odpowiedział Snape pytaniem na pytanie i roześmiał się na całe gardło, a był to śmiech szaleńca.
– Jak to? Wy zamierzacie wyjść nie wiadomo gdzie, a ja zostanę z nim sam? – spytał Harry wskazując miejsce, gdzie siedział nauczyciel. Nie za bardzo rozumiał, co się dzieje. Zaczął się denerwować, ponieważ zostanie sam na sam z pijanym Snapem było chyba gorsze od walczenia z Bazyliszkiem.
– Harry, o nic się nie martw. Profesor Dumbledore przybędzie za niecałą godzinę, my natomiast musimy pędzić do hrabstwa Wiltshire do posiadłości Malfoy’ów. Ważne jest, abyśmy użyli Obliviate zanim Lucjusz spotka się z Voldemortem – wyjaśnił Remus.
– Ale dlaczego jedziecie wszyscy? Syriusz też? Przecież miał siedzieć w domu… - zaczął tłumaczyć desperacko Harry.
– Nie dyskutuj – warknął Syriusz swoim psim tonem. Zdrajca – pomyślał Harry, zawsze się zgadzali, a teraz jego ojciec chrzestny chciał skazać go na pastwę losu.
– Ale Dumbledore… - Harry podjął kolejną próbę.
– Dumbledore’a tu nie ma, a ty na niego poczekasz. Idziemy wszyscy, ponieważ mamy do załatwienia jeszcze parę innych spraw – wyjaśnił Syriusz i postawił sprawę jasno.
– Ale… Dlaczego ja? – zapytał spanikowany Harry. Czy nie mogli znaleźć lepszej opiekunki niż Wybraniec?
– Zrozum Harry, ty też potrzebujesz schronienia, a przy okazji  możesz zająć się profesorem Snape’m – wyjaśnił spokojnie Lupin, jak zwykle był opanowany.
W końcu do dyskusji wtrącił się Snape, który chciał mieć ostatnie zdanie:
– Idźcie już, a ja zostanę z Potterem i odpytam go z Eliksirów dla zaawansowanych.
Wszyscy, oczywiście prócz Harry’ego, skinęli głowami i  ruszyli w stronę wyjścia.
– Teraz Potter może będziesz łaskaw wyjaśnić mi, jakie składniki są potrzebne do przygotowania Wywaru Żywej Śmierci? Chyba, że pojemność mózgu Chłopca Który Przeżył została uszkodzona wraz ze zrobieniem tej szkaradnej blizny, która szpeci twoje szlachetne czoło? – zapytał sarkastycznie Snape. Nawet Ognista nie potrafiła sprawić, aby był nieco milszy, mógł być tylko gorszy. Harry skupił się na ciętej ripoście i nie zauważył, gdy członkowie Zakonu wyszli, usłyszał jedynie trzask drzwi.
– Co jest do jasnej… - zaczął i przerwał widząc spojrzenie Snape’a. Mistrz Eliksirów z pewnością odjąłby dziesiątki punktów Gryfonom, gdyby usłyszał przekleństwo z ust Harry’ego.
Od razu, gdy zostali sami, Snape przestał interesować się Harry’m i wyciągnął butelkę trunku zza pazuchy. Harry westchnął po usłyszeniu pyknięcia korka i wypiciu potężnego łyku przez swojego nauczyciela. Po chwili zdał sobie sprawę, że od przybycia na Grimuald Plac cały czas stoi, a więc zajął fotel na przeciwko Snape’a. Miał nadzieję, że Mistrz Eliksirów zaraz zaśnie i da mu święty spokój, nie chciał wysłuchiwać sterty wyzwisk, które z pewnością mogły padać z ust nauczyciela.
– Pianino – powiedział nagle Snape, a Harry drgnął lekko.
– Słucham? – zapytał nie rozumiejąc o co chodzi.
– Pianino, Potter, taki instrument! – odparł oburzony Snape z myślą, iż ktoś może być, aż tak tępy i nie rozumieć jednego, prostego słowa.
– Co z nim? – zapytał głupkowato Harry ledwie powstrzymując śmiech.
– Potter, czy ty naprawdę jesteś tak głupi, na jakiego wyglądasz? Przynieś mi pianino! – nakazał Snape i wypił kolejny, potężny łyk, a następnie czknął.
Harry stwierdził, że Mistrzowi Eliksirów totalnie odbiło. Skąd niby miał zdobyć pianino i po jakiego grzyba?
Potter zignorował prośbę, a raczej rozkaz i zaczął obserwować bezmyślnie ścianę. Była brudna, a złuszczona farba odpadała w niektórych miejscach. Gdy po ukończeniu szkoły zamieszka tu wraz z Syriuszem wyda sporo galeonów na renowację. Myśl o wspólnym, szalonym życiu ze swoim ojcem chrzestnym wydała się Harry’emu bardzo pokrzepiająca i sprawiła, że mimowolnie się uśmiechnął. Snape nie mógł tego nie zauważyć, dlatego odchrząknął:
– Potter z czego się tak cieszysz?! Gdzie moje pianino?! – zapytał z pretensją w głosie, jakby za całe zło świata winny był Harry.
– Skąd mam wziąć pianino dla pana profesora? – spytał znudzony, rozmowa ze Snape’m była jedną z grupy tych żałosnych i nie klejących się.
– A skąd ja mam to wiedzieć, Potter? Myślisz, że jeśli jesteś Złotym Chłopcem, to wszystkie odpowiedzi zostaną podane Ci na tacy? Wysil mózgownice i postaraj się pomyśleć – wysapał w odpowiedzi i wypił kolejny łyk, tym samym opróżniając butelkę.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na Snape’a nienawistnym wzrokiem. Dlaczego wszyscy w około uważali Harry’ego za upośledzonego?
– Poszukam panu tego cholernego pianina! – wrzasnął Harry i gwałtownie wstał z fotela. Teraz mógł udać się do innego pokoju i udawać, że spełnia zachciankę nauczyciela, a tak naprawdę będzie wylegiwać się w miękkim łóżeczku. To była kusząca myśl. Harry ruszył przez pokój, a Snape wyciągnął kolejną butelkę. Potter zastanawiał się, czy Snape musiał użyć zaklęcia zmniejszająco – zwiększającego, aby pomieścić cały swój ekwipunek. Pytanie to nie zaprzątało jego głowy zbyt długo, ponieważ jego myśli powędrowały do sypialni, a nogi posłusznie podążały za nimi. Harry wspiął się po schodach i otworzył drzwi pokoju, który dzielił wraz z Ronem w ubiegłe wakacje. Gdy wszedł do pomieszczenia, pomyślał, że ma zwidy. Na środku pokoju stał stary, mahoniowy fortepian. Potter podszedł do niego i pogładził klapę. Poczuł zimne drewno, a więc to nie mogły być halucynacje. Fortepian naprawdę tu był!
Tylko po co Syriuszowi fortepian? Z tego, co Harry wiedział, jego ojciec chrzestny nie należał do ludzi utalentowanych muzycznie.
Z zamyśleń wyrwał go hałas. W holu ponownie został przewrócony jakiś mebel, tym razem nie była to Tonks. Portret matki Syriusza ponownie zaczął swój koncert:
– Szlamy! Zdrajcy krwi!
Teraz jednak dał się słyszeć głos, który przekrzykiwał Walburgie Black.
– Zamknij się! Ja jestem zdrajcą krwi?! A co ty powiesz o sobie szkarado? Skąd się tutaj wzięłaś? Kto cię wpuścił? Odpowiadaj, natychmiast! – wrzeszczał Snape. Ich głosy zlewały się w jedno i były nie do zniesienia. Harry w mgnieniu oka zeskoczył ze schodów i zakrył obraz. Nastała cisza, po której odezwał się Snape:
– Widzisz, jak jej nagadałem Potter? Uciekła, a ty tylko stałeś i nic nie zrobiłeś.
Harry zdążył jedynie westchnąć i wymamrotać coś, o „fortepianie stojącym na górze”.
– Fortepian, Potter? Miało być pianino! Czy tak trudno zrozumieć, taką podstawową rzecz? Niech już będzie, z braku laku może być fortepian, ale Hufflepuff… nie czekaj ty jesteś Gryfonem… Gryfindor traci 50 punktów! – zagrzmiał Snape i chwiejnym krokiem ruszył ku górze.
Harry chciał protestować, ale dyskusja ze Snape’m była tylko stratą czasu.
Potter podążył za swoim nauczycielem. Gdy znalazł się w pokoju, Mistrz Eliksirów siedział już na stołku przy instrumencie. Harry zajął miejsce obok. Czy Snape zamierzał grać? To z pewnością byłoby zabawne, chłopiec żałował, że nie ma aparatu pod ręką.
Severus odchrząknął, rozprostował palce i zaczął grać IX Symfonię Beethovena. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie fałszował, a przynajmniej tak myślał Harry, któremu być może słoń nadepnął na ucho.
Chłopak wsłuchał się w muzykę i stwierdził, iż Beethoven również musiał być czarodziejem. Przemawiały za tym dwa argumenty. Pierwszy; muzyka była piękna, zaczarowana, a drugi; Snape nie zagrałby mugolskiego utworu.
Następnie Harry usłyszał jeszcze V Symfonie Beethovena, Marsz Turecki Mozarta, Dla Elizy znów Beethovena. Wszystko było przepiękne do czasu, gdy Snape nie zaczął grać fragmentów opery Upiór w Operze.
Ostatni utwór okazał się katastrofą. Bez fletów, klarnetów, trąbek, skrzypiec, wiolonczeli i wielu innych instrumentów pomysł zagrania tego był niedorzeczny. Nie można było wydobyć całego piękna jedynie z fortepianu.
– Co to jest?! – wrzasnął Harry słysząc okropne dźwięki, Snape nie potrafił nawet zachować odpowiedniego tępa.
Potter zatkał uszy i próbował powstrzymać pianistę od tej kaźni. Snape niewzruszony nadal kontynuował swój koncert, który był nie do zniesienia. Na ratunek Harry’emu do pokoju wkroczył Dumbledore. Chłopak zupełnie zapomniał, że dyrektor miał zjawić się w kwaterze głównej Zakonu Feniksa.
– Jak dobrze, że pan jest, panie profesorze. Nie mogę znieść Snape’a i… tego – oznajmił Harry i wskazał na nauczyciela. Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie, a jego niebieskie oczy z nad okularów połówek mówiły; nie jest tak źle.
– Profesora Snape’a, Harry… - upomniał go dyrektor. – Uważam, że Severus jest nawet dobry i powinien grać do hymnu naszej szkoły.
Harry nie mógł uwierzyć, że Dumbledore mówi serio. Przekonał się o tym, dopiero gdy dyrektor zaczął podrygiwać. Tego było już za wiele! Czemu tego dnia wszyscy byli przeciwko niemu?
Zdenerwowany Harry wyciągnął różdżkę i wycelował nią w stronę Snape’a, który nic nie zauważył.
Expelliarmus! – krzyknął chłopiec i promień światła uderzył Mistrza Eliksirów, który upadł na podłogę i uderzył głową o fortepian. Był nieprzytomny.
– Harry, to nie było dobre posunięcie – oznajmił spokojnie Dumbledore. – Teraz Severus odejmie Gryffindorowi sporą ilość punktów.
Harry nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Dumbledore’a bardziej obchodziło, czy jakiś dom nie straci punktów, niż stan zdrowia ciała pedagogicznego.
Harry wzruszył ramionami:
– Trudno. Na szczęście nie muszę nadal słuchać tego żałosnego koncertu – stwierdził Harry.  
Tak właściwie nie był pewien, czy Snape będzie pamiętał, co wydarzyło się tego wieczora, w końcu był pijany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!