sobota, 7 września 2013

Życie po śmierci



Dziś zamieszczam kolejny tekst do fandomu Chirurgów. Został napisany w okolicach poprzedniego. Można uznać go za kontynuację ff pod tytułem "Ból", ale nie jest to konieczne. 
Autor: Alice K
Fandom: Grey's Anatomy 
Spoiler: Do końcówki 5 sezonu i początku 6. 

Życie po śmierci

— O’malley miał wypadek. Jego mózg jest martwy.

Śmierć jest najpewniejsza rzeczą na ziemi. Nie wiemy kiedy, gdzie i w jaki sposób umrzemy. Wiemy tylko, że kiedyś nadejdzie taki czas. Czasem nastąpi to o wiele szybciej, niż się spodziewaliśmy…

Drzwi windy otworzyły się. Miała na sobie różową sukienkę z balu. Wyglądała pięknie. Nadal była w windzie patrząc na mężczyznę, który stał naprzeciwko. Nie był to Denny, tylko George. Czekał na nią. Założył mundur, ostrzygł włosy. Uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Wpatrywali się w siebie, ciągle uśmiechając.
— Hej George! - przywitała się w końcu.
— Hej Izzie! - odparł i wyciągnął rękę w jej stronę. Już po nią sięgała, chciała chwycić podaną dłoń, ale otworzyła oczy.
Leżała w sali szpitalnej, a nad nią stał szef. Mówił coś. Z początku nie wiedziała, o co chodzi, potem doszedł do niej sens słów:
— Stevens, słyszysz mnie?! - Owszem słyszała, jednak nie miała siły, by odpowiedzieć. Sięgnęła dłonią po rurkę, która pomagała w oddychaniu. Chciała się jej pozbyć, przeszkadzała jej.

***

— Życzę sobie guza mózgu. Przez cały czas życzę sobie ogromnego guza, który będzie uciskać mój mózg, żebym miała halucynacje o Georgu… żebym mogła z nim znów porozmawiać, znów się z nim śmiać. Brakuje mi go. Brakuje mi go cały czas, a ja chcę tylko przez chwilę poczuć się lepiej.*

***

Wstała rano. Obudziła się w przyczepie obok Alexa. Wstała i ruszyła do łazienki. Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Zobaczyła odbicie. Swoje i Georga, który stał za nią. Uśmiechnęła się, on też się uśmiechał.
— Hej George! - przywitała się.
— Hej Izzie! - odparł.
— Jak się czujesz? - spytała tak, jak pytała go zawsze. Witali się i pytali o samopoczucie. Jak przyjaciele.
— Dobrze, a ty?
— Przecież dobrze wiesz jak - odpowiedziała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Rozmawiali tak, jak zawsze.
— Jesteś prawdziwy, racja? - zapytała, choć znała odpowiedź.
— Jestem tu dla ciebie, Izzie.
Znowu zachichotała.
— Nie mów tak, przerażasz mnie. Denny mówił tak samo… Właśnie, co u niego?
— Dobrze. Ma się dobrze.
Wiedziała, choć i tak spytała się o Denny’ego. Wiedziała, że czuje się dobrze. George też miał się w porządku. Ona również mogła powiedzieć, że wszystko się układa. Miała raka, ale teraz miała też Georga.
— Czy mogę cię dotknąć? — zapytała. Znów skinięcie głową.
— Tak. Jestem tu dla ciebie, Izzie.
Podeszła do niego i dotknęła. Położyła dłoń na jego piersi. Poczuła bicie serca, poczuła, że on żyje. Musiał żyć, żył tak samo, jak ona. Oboje żyli, żadne z nich nie było martwe.
— Jesteś prawdziwy - stwierdziła ze spokojem. Zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Jej usta prawie dotykała jego warg. Chciała go pocałować w chwili, gdy usłyszała pukanie do drzwi łazienki.
— Iz, co tam robisz? Wychodź już - poprosił Alex.
— Już wychodzę! - odkrzyknęła, a następnie zwróciła się do Georga. — Porozmawiamy później.
Pocałowała go krótko w usta i wyszła.

***

— George, wierzysz w niebo - spytała nagle. Pytała go o różne rzeczy. Rozmawiali cały czas.
— Moja mama jest katoliczką, więc tak, raczej tak. A ty?
— Ja też. Tak myślę.
Siedzieli obok siebie i rozmawiali. Tak, jak zawsze. Tak, jak od kilku dni. Rozmawiali przez wiele godzin dziennie. Mówili o wszystkim i o niczym. Byli przyjaciółmi. Dobrymi przyjaciółmi. Nikt nie wiedział, ze halucynacje wróciły. Izzie nie powiedziała nikomu, nawet Alexowi. Nie chciała tracić Georga po raz drugi. Nie zniosłaby tego. Rozmawiali, dopóki drzwi przyczepy się nie otworzyły.
— Wróciłem! - zawołał Alex, a chwilę później usiadł przy Izzie.
— Hej - przywitała się Izzie i pocałowała męża.
— Robię się zazdrosny - powiedział George, a ona to zignorowała.
— Mówię serio - dodał, a ona uśmiechnęła się. Alex pomyślał, że do niego, więc znów  się pocałowali.
— Wynajmijcie sobie pokój - nakazał George, a Izzie zachichotała.
— Nie bądź głupi.
— Słucham? - zapytał Alex, który myślał, że zwraca się do niego.
— Nic. Nie mówiłam do Ciebie.
— Iz, o co tu chodzi? Czy znów rozmawiasz z Dennym? - zapytał z niepokojem.
— Nie - odparła zgodnie z prawdą. Nie rozmawiała z Dennym, nie rozmawiała z nim od dawna. Teraz miała Georga. Rozmawiała z żywym przyjacielem, nie z martwym Dennym.
— Więc, co jest do diabła?!
— George. George wrócił.

***

Guz. Kolejny rezonans wykazał guza mózgu. Derek mógł operować, guz był ulokowany w dostępnym dla niego miejscu. Teraz czekał tylko na zgodę. Izzie musiała jej udzielić, a on mógł przeprowadzić operację w każdej chwili. Alex wiedział, jaka będzie decyzja Izzie. Będzie walczyć. Zaczęła walkę i nie miała zamiaru poddać się zanim jej nie wygra.
— Sheperd może cię operować jeszcze dziś.
— Nie, Alex. Nie będzie żadnej operacji.
— Co?
— Nie zgadzam się. Prawda George? Nie zgadzamy się.
— Ta decyzja należy do ciebie, Izzie - odparł George, ale czuła, że on również nie chce, aby miała tą operację.
— Iz, to tylko halucynacja. On nie jest prawdziwy! Musisz to skończyć. Pożegnaj się ze swoim koleżką i jedź na sale operacyjną. Tutaj nie ma się, co zastanawiać. Jesteś moją żoną. Zrobisz to! - Alex krążył po Sali zdenerwowany wahaniem dziewczyny. Ale ona nie chciała. Dać się pokroić i stracić Georga? Przyjaciela.
— Nie.
Alex zatrzymał się. Chwycił zgodę na operację i podszedł do Izzie.
— Podpiszesz to teraz!                 
— Nie. Nie stracę Georga - zaczęła rozpaczliwie. — George, powiedz coś.
— Jestem tu dla ciebie, Izzie.
Przez łzy zaśmiała się.
— Nie chcę operacji, chcę Georga.

***

Drzwi windy otworzyły się. Miała na sobie różową sukienkę z balu. Wyglądała pięknie. Przed nią stał George. Uśmiechał się tak, jak ona. Nie miał munduru. Miał na sobie garnitur. Wpatrywali się w siebie, ciągle uśmiechając.
— Hej George! - przywitała się tak, jak witała się zawsze.
— Hej Izzie! - odparł i wyciągnął rękę w jej stronę. Sięgnęła po nią. Odczekała sekundę, a potem złapała za dłoń. Oboje wyszli z windy. 

Śmierć spotyka każdego z nas. Wszyscy umierają, gdy przyjdzie na nich pora. Nasze rodziny, znajomi zazwyczaj nie spodziewają się tego. Nasza śmierć szokuje ich. Każdy umiera, gdy przyjdzie na niego czas, choć znajomi zazwyczaj nie spodziewają się tego.
Umierają wojownicy, bohaterzy, aż w końcu wszyscy ludzie na ziemi. Lecz gdy nadejdzie już moment, w którym trzeba odejść, mamy nadzieję, że ktoś na nas czeka…

Na monitorze pojawiła się prosta linia. Isobel Stevens odeszła.

*Fragment odcinka 6x02              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze karmią Wena, więc dziękuję za każde słowo, które zostawicie!