Kolejna miniaturka związana ze światem Potterowskim. Tym razem przedstawiam tekst, który powstał w celu pojedynku na Mirriel.
Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter
Ognista i Pianista
Dom przy Grimmauld Place 12 ukazał
się oczom Harry’ego. Znał to miejsce, ale nie wiedział, co się dzieje i
dlaczego się tu znalazł.
Profesor McGonagall obudziła go w
środku nocy i zaciągnęła do gabinetu Dumbledore’a. Dyrektora nie było w pokoju,
ale spostrzegł inne, znajome twarze. Alastor Moody kuśtykając podszedł do
chłopaka i przyjrzał mu się badawczo, a jego szklane oko zakręciło się w
oczodole. Nimfadora Tonks pomachała mu wesoło i uśmiechnęła się, znów miała
włosy w kolorze różowej gumy balonowej.
Kingsley Shacklebolt uścisnął mu rękę i gestem wskazał
stojącą na biurku puszkę. To musi być świstoklik – pomyślał Harry i nie mylił
się. Już po chwili wraz z członkami Zakonu Feniksa aportował się pod dom
swojego ojca chrzestnego, Syriusza Blacka.
Na Grimmauld Place Moody użył
zaklęcia, które sprawdzało ludzką obecność. Gdy przekonał się, że nikogo nie
ma, cała czwórka weszła do domu. Już w holu Tonks przewróciła stołek, a hałas
obudził portret pani Black, która powitała wszystkich swoim krzykiem:
– Szlamy, szumowiny!
Plugawią dom moich przodków!
Po chwili do holu wkroczyła kolejna
dobrze znana Harry’emu postać. Remus jak zwykle miał na sobie wyświechtaną
szatę, w której wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego i wyczerpanego. Lupin
podszedł do obrazu i wraz z Alastorem zakrył kotarą portret matki Syriusza,
która momentalnie umilkła.
– Nareszcie jesteście – odetchnął z
ulgą mężczyzna i uścisnął dłoń każdemu po kolei. Na samym końcu podszedł do
Harry’ego i szepnął mu do ucha:
– Pewnie nie wiesz o co chodzi, ale
udawaj, że wszystko rozumiesz – po tych słowach Harry poczuł się jeszcze
bardziej niepewnie. Spotkania z Remusem zawsze podnosiły go na duchu, jednak
tym razem zdołowany jeszcze bardziej. Harry nie miał wyboru, musiał czekać na
dalszy tok wydarzeń.
Kingsley szybko się pożegnał i
wyszedł, tłumacząc, że ma sprawy do załatwienia w ministerstwie. Lupin ruszył w
kierunku salonu, a reszta poszła za nim. Harry ujrzał w pomieszczeniu Syriusza
oraz… Snape’a?
– Co tu u licha robi Snape? – zapytał z nieukrywanym niedowierzaniem Harry.
Wzrok wszystkich spoczął na nim, a Lupin ukrył twarz w dłoniach. Dopiero po
chwili Harry zdał sobie sprawę, że pokazał, iż o niczym nie wie. Na jego
szczęście, nikt nie przejmował się tym długo i już po chwili wszyscy odwrócili
od niego wzrok.
– Yhm… - odchrząknął Snape po chwili milczenia, widocznie miał zamiar coś
powiedzieć.
– Tak Severusie? Coś się stało? –
zapytał Remus z troską w głosie. Mówił do Snape’a, jak do dziecka.
– Chciałbym... – zaczął Snape. - … oznajmić wszystkim, że wiem, że nic nie
wiem. – po ostatnim słowie mówca zaśmiał się histerycznie i opadł na pobliski
fotel. Teraz wszystko się wyjaśniło; Mistrz Eliksirów był pijany, tylko co u
licha miał tu zdziałać Złoty Chłopiec?
Syriusz spojrzał na Snape’a z
wyraźną pogardą, a następnie wypowiedział kąśliwy komentarz:
– Smarkerusie nie musisz wszystkim
uświadamiać swojej niewiedzy. Wystarczy, że spojrzymy na twoją głowę i już mamy
odpowiedź. Nie wiesz do czego służy szampon.
Riposta Syriusza nie była zbyt
trafna, ponieważ nikt się nie zaśmiał, a może nawet nie zauważyli, że gospodarz
się odezwał. Po kolejnej fazie milczenia przerywanej odgłosami chrapania
Snape’a, który zdążył już zasnąć, Harry nie wytrzymał i wybuchnął:
– Czy będzie ktoś łaskaw wyjaśnić
mi, co ja tu robię i w jakim celu zostałem tutaj wezwany? Jeśli Snape ma zostać
doprowadzony do porządku, to nie potrzebujecie mnie, tylko pani Pomfrey – gdy
Harry zwolnił, aby złapać oddech, Lupin wtrącił swoje trzy grosze:
– Profesor Snape, Harry. Nie chodzi
o to, abyś doprowadził Snape’a do porządku, chociaż to też by się przydało.
Mamy pewien problem, bo widzisz Harry… - Remus urwał, zastanawiając się, jak
wyjaśnić sytuacje chłopcu.
– Gdy Smarkerus przeholował z
Ognistą, był z nim Lucjusz Malfoy – oznajmił szybko i jasno Syriusz.
Harry parsknął śmiechem, ponieważ była to jedna z głupszych
rzeczy jakie usłyszał. Jaki normalny szpieg upiłby się wraz z jednym z najbardziej
niebezpiecznych wrogów? To musiał być kolejny dowcip, ale nikt prócz Harry’ego się
nie zaśmiał, oznaczało to tylko jedno, Snape był idiotą.
– To idiota – warknął Moody i
pokuśtykał w stronę Pottera. – Słuchaj chłopcze, Severus pod wpływem tak
mocnego trunku mógł się zapomnieć i powiedzieć o paru sprawach Zakonu i o
Tobie… - potem dodał pod nosem - a mówiłem, żeby nie pić nic, co nie zostało
przez nas przygotowane.
– A ja sądzę, że z Luckiem było
jeszcze gorzej i nie będzie nic pamiętać – wtrąciła Tonks. Jak zwykle miała
inne zdanie, a może po prostu lubiła droczyć się z Szalonookim? Darzyła go
szacunkiem, ale uważała, że niektóre z jego metod są przestarzałe.
– Wy młodzi jesteście tacy
nieostrożni! Do licha z wami!- wrzasnął Moody i pokuśtykał na drugi koniec
pokoju.
Nagle Snape chrapnął głośno i obślinił się, a Tonks skrzywiła się z obrzydzenia
i szturchnęła Severusa w ramię.
– Co się stało? – zapytał
przestraszony, gdy został nagle obudzony. Harry miał na końcu języka złośliwą
odpowiedź, ale powstrzymał się przed wypowiedzeniem jej na głos.
– Severusie, zostaniesz teraz z
Harrym, a my wyjdziemy, dobrze? – zapytał uprzejmie Lupin.
– Z Potterem? – odpowiedział Snape
pytaniem na pytanie i roześmiał się na całe gardło, a był to śmiech szaleńca.
– Jak to? Wy zamierzacie wyjść nie wiadomo gdzie, a ja zostanę z nim sam? – spytał
Harry wskazując miejsce, gdzie siedział nauczyciel. Nie za bardzo rozumiał, co
się dzieje. Zaczął się denerwować, ponieważ zostanie sam na sam z pijanym Snapem
było chyba gorsze od walczenia z Bazyliszkiem.
– Harry, o nic się nie martw.
Profesor Dumbledore przybędzie za niecałą godzinę, my natomiast musimy pędzić
do hrabstwa Wiltshire do posiadłości Malfoy’ów. Ważne jest, abyśmy użyli Obliviate zanim Lucjusz spotka się z
Voldemortem – wyjaśnił Remus.
– Ale dlaczego jedziecie wszyscy?
Syriusz też? Przecież miał siedzieć w domu… - zaczął tłumaczyć desperacko
Harry.
– Nie dyskutuj – warknął Syriusz
swoim psim tonem. Zdrajca – pomyślał Harry, zawsze się zgadzali, a teraz jego
ojciec chrzestny chciał skazać go na pastwę losu.
– Ale Dumbledore… - Harry podjął
kolejną próbę.
– Dumbledore’a tu nie ma, a ty na
niego poczekasz. Idziemy wszyscy, ponieważ mamy do załatwienia jeszcze parę
innych spraw – wyjaśnił Syriusz i postawił sprawę jasno.
– Ale… Dlaczego ja? – zapytał
spanikowany Harry. Czy nie mogli znaleźć lepszej opiekunki niż Wybraniec?
– Zrozum Harry, ty też potrzebujesz
schronienia, a przy okazji możesz zająć
się profesorem Snape’m – wyjaśnił spokojnie Lupin, jak zwykle był opanowany.
W końcu do dyskusji wtrącił się
Snape, który chciał mieć ostatnie zdanie:
– Idźcie już, a ja zostanę z
Potterem i odpytam go z Eliksirów dla
zaawansowanych.
Wszyscy, oczywiście prócz Harry’ego,
skinęli głowami i ruszyli w stronę
wyjścia.
– Teraz Potter może będziesz łaskaw
wyjaśnić mi, jakie składniki są potrzebne do przygotowania Wywaru Żywej Śmierci?
Chyba, że pojemność mózgu Chłopca Który Przeżył została uszkodzona wraz ze
zrobieniem tej szkaradnej blizny, która szpeci twoje szlachetne czoło? –
zapytał sarkastycznie Snape. Nawet Ognista nie potrafiła sprawić, aby był nieco
milszy, mógł być tylko gorszy. Harry skupił się na ciętej ripoście i nie
zauważył, gdy członkowie Zakonu wyszli, usłyszał jedynie trzask drzwi.
– Co jest do jasnej… - zaczął i
przerwał widząc spojrzenie Snape’a. Mistrz Eliksirów z pewnością odjąłby
dziesiątki punktów Gryfonom, gdyby usłyszał przekleństwo z ust Harry’ego.
Od razu, gdy zostali sami, Snape
przestał interesować się Harry’m i wyciągnął butelkę trunku zza pazuchy. Harry
westchnął po usłyszeniu pyknięcia korka i wypiciu potężnego łyku przez swojego
nauczyciela. Po chwili zdał sobie sprawę, że od przybycia na Grimuald Plac cały
czas stoi, a więc zajął fotel na przeciwko Snape’a. Miał nadzieję, że Mistrz
Eliksirów zaraz zaśnie i da mu święty spokój, nie chciał wysłuchiwać sterty
wyzwisk, które z pewnością mogły padać z ust nauczyciela.
– Pianino – powiedział nagle Snape,
a Harry drgnął lekko.
– Słucham? – zapytał nie rozumiejąc
o co chodzi.
– Pianino, Potter, taki instrument!
– odparł oburzony Snape z myślą, iż ktoś może być, aż tak tępy i nie rozumieć
jednego, prostego słowa.
– Co z nim? – zapytał głupkowato
Harry ledwie powstrzymując śmiech.
– Potter, czy ty naprawdę jesteś
tak głupi, na jakiego wyglądasz? Przynieś mi pianino! – nakazał Snape i wypił
kolejny, potężny łyk, a następnie czknął.
Harry stwierdził, że Mistrzowi
Eliksirów totalnie odbiło. Skąd niby miał zdobyć pianino i po jakiego grzyba?
Potter zignorował prośbę, a raczej
rozkaz i zaczął obserwować bezmyślnie ścianę. Była brudna, a złuszczona farba
odpadała w niektórych miejscach. Gdy po ukończeniu szkoły zamieszka tu wraz z
Syriuszem wyda sporo galeonów na renowację. Myśl o wspólnym, szalonym życiu ze
swoim ojcem chrzestnym wydała się Harry’emu bardzo pokrzepiająca i sprawiła, że
mimowolnie się uśmiechnął. Snape nie mógł tego nie zauważyć, dlatego
odchrząknął:
– Potter z czego się tak cieszysz?!
Gdzie moje pianino?! – zapytał z pretensją w głosie, jakby za całe zło świata winny
był Harry.
– Skąd mam wziąć pianino dla pana
profesora? – spytał znudzony, rozmowa ze Snape’m była jedną z grupy tych
żałosnych i nie klejących się.
– A skąd ja mam to wiedzieć,
Potter? Myślisz, że jeśli jesteś Złotym Chłopcem, to wszystkie odpowiedzi
zostaną podane Ci na tacy? Wysil mózgownice i postaraj się pomyśleć – wysapał w
odpowiedzi i wypił kolejny łyk, tym samym opróżniając butelkę.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na
Snape’a nienawistnym wzrokiem. Dlaczego wszyscy w około uważali Harry’ego za
upośledzonego?
– Poszukam panu tego cholernego
pianina! – wrzasnął Harry i gwałtownie wstał z fotela. Teraz mógł udać się do
innego pokoju i udawać, że spełnia zachciankę nauczyciela, a tak naprawdę
będzie wylegiwać się w miękkim łóżeczku. To była kusząca myśl. Harry ruszył
przez pokój, a Snape wyciągnął kolejną butelkę. Potter zastanawiał się, czy
Snape musiał użyć zaklęcia zmniejszająco – zwiększającego, aby pomieścić cały
swój ekwipunek. Pytanie to nie zaprzątało jego głowy zbyt długo, ponieważ jego
myśli powędrowały do sypialni, a nogi posłusznie podążały za nimi. Harry wspiął
się po schodach i otworzył drzwi pokoju, który dzielił wraz z Ronem w ubiegłe
wakacje. Gdy wszedł do pomieszczenia, pomyślał, że ma zwidy. Na środku pokoju
stał stary, mahoniowy fortepian. Potter podszedł do niego i pogładził klapę.
Poczuł zimne drewno, a więc to nie mogły być halucynacje. Fortepian naprawdę tu
był!
Tylko po co Syriuszowi fortepian? Z
tego, co Harry wiedział, jego ojciec chrzestny nie należał do ludzi utalentowanych
muzycznie.
Z zamyśleń wyrwał go hałas. W holu
ponownie został przewrócony jakiś mebel, tym razem nie była to Tonks. Portret
matki Syriusza ponownie zaczął swój koncert:
– Szlamy! Zdrajcy krwi!
Teraz jednak dał się słyszeć głos, który przekrzykiwał Walburgie Black.
– Zamknij się! Ja jestem zdrajcą krwi?! A co ty powiesz o sobie szkarado? Skąd
się tutaj wzięłaś? Kto cię wpuścił? Odpowiadaj, natychmiast! – wrzeszczał
Snape. Ich głosy zlewały się w jedno i były nie do zniesienia. Harry w mgnieniu
oka zeskoczył ze schodów i zakrył obraz. Nastała cisza, po której odezwał się
Snape:
– Widzisz, jak jej nagadałem
Potter? Uciekła, a ty tylko stałeś i nic nie zrobiłeś.
Harry zdążył jedynie westchnąć i
wymamrotać coś, o „fortepianie stojącym na górze”.
– Fortepian, Potter? Miało być
pianino! Czy tak trudno zrozumieć, taką podstawową rzecz? Niech już będzie, z
braku laku może być fortepian, ale Hufflepuff… nie czekaj ty jesteś Gryfonem…
Gryfindor traci 50 punktów! – zagrzmiał Snape i chwiejnym krokiem ruszył ku
górze.
Harry chciał protestować, ale
dyskusja ze Snape’m była tylko stratą czasu.
Potter podążył za swoim
nauczycielem. Gdy znalazł się w pokoju, Mistrz Eliksirów siedział już na stołku
przy instrumencie. Harry zajął miejsce obok. Czy Snape zamierzał grać? To z
pewnością byłoby zabawne, chłopiec żałował, że nie ma aparatu pod ręką.
Severus odchrząknął, rozprostował
palce i zaczął grać IX Symfonię
Beethovena. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie fałszował, a
przynajmniej tak myślał Harry, któremu być może słoń nadepnął na ucho.
Chłopak wsłuchał się w muzykę i
stwierdził, iż Beethoven również musiał być czarodziejem. Przemawiały za tym
dwa argumenty. Pierwszy; muzyka była piękna, zaczarowana, a drugi; Snape nie
zagrałby mugolskiego utworu.
Następnie Harry usłyszał jeszcze V Symfonie Beethovena, Marsz Turecki Mozarta,
Dla Elizy znów Beethovena. Wszystko
było przepiękne do czasu, gdy Snape nie zaczął grać fragmentów opery Upiór w Operze.
Ostatni utwór okazał się katastrofą. Bez fletów, klarnetów, trąbek, skrzypiec,
wiolonczeli i wielu innych instrumentów pomysł zagrania tego był niedorzeczny. Nie
można było wydobyć całego piękna jedynie z fortepianu.
– Co to jest?! – wrzasnął Harry
słysząc okropne dźwięki, Snape nie potrafił nawet zachować odpowiedniego tępa.
Potter zatkał uszy i próbował
powstrzymać pianistę od tej kaźni. Snape niewzruszony nadal kontynuował swój
koncert, który był nie do zniesienia. Na ratunek Harry’emu do pokoju wkroczył
Dumbledore. Chłopak zupełnie zapomniał, że dyrektor miał zjawić się w kwaterze
głównej Zakonu Feniksa.
– Jak dobrze, że pan jest, panie
profesorze. Nie mogę znieść Snape’a i… tego – oznajmił Harry i wskazał na
nauczyciela. Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie, a jego niebieskie oczy z
nad okularów połówek mówiły; nie jest tak źle.
– Profesora Snape’a, Harry… -
upomniał go dyrektor. – Uważam, że Severus jest nawet dobry i powinien grać do
hymnu naszej szkoły.
Harry nie mógł uwierzyć, że
Dumbledore mówi serio. Przekonał się o tym, dopiero gdy dyrektor zaczął podrygiwać.
Tego było już za wiele! Czemu tego dnia wszyscy byli przeciwko niemu?
Zdenerwowany Harry wyciągnął
różdżkę i wycelował nią w stronę Snape’a, który nic nie zauważył.
– Expelliarmus! – krzyknął chłopiec i promień światła uderzył Mistrza
Eliksirów, który upadł na podłogę i uderzył głową o fortepian. Był
nieprzytomny.
– Harry, to nie było dobre
posunięcie – oznajmił spokojnie Dumbledore. – Teraz Severus odejmie
Gryffindorowi sporą ilość punktów.
Harry nie wiedział, czy ma się
śmiać, czy płakać. Dumbledore’a bardziej obchodziło, czy jakiś dom nie straci
punktów, niż stan zdrowia ciała pedagogicznego.
Harry wzruszył ramionami:
– Trudno. Na szczęście nie muszę
nadal słuchać tego żałosnego koncertu – stwierdził Harry.
Tak właściwie nie był pewien, czy
Snape będzie pamiętał, co wydarzyło się tego wieczora, w końcu był pijany.