Autor: Alice K
Fandom: Glee/Supernatural
Rola
— Zobacz. — Kurt pomachał ulotką, która informowała o
castingu do musicalu wystawianego na Brodway’u. Rachel chwyciła kartkę i idąc
przed siebie, przeczytała ją.
— Otrzymanie tej roli byłoby spełnieniem moich marzeń. Zrobiłbym wszystko, aby tu zagrać — stwierdził podekscytowany.
— Na pewno ci się uda. Będzie cudownie. — Berry również nie kryła entuzjazmu. W Nowym Yorku wszystko było magiczne i możliwe.
— Przećwiczysz ze mną piosenkę na przesłuchanie?
— Oczywiście, już nawet wiem, co możesz zaśpiewać. — Rachel klasnęła w dłonie.
— To musi być niezwykłe.
— I będzie. Teraz muszę biec na próbę do Funny Girl. Widzimy się wieczorem. — Dziewczyna ucałowała Kurta w policzek i pośpieszyła złapać taksówkę. Chłopak wciąż myśląc o możliwości dostania roli, wszedł do pobliskiej kawiarni. Za nim podążył obcy mężczyzna, który wcześniej przysłuchiwał się rozmowie przyjaciół. Nieznajomy podszedł do stolika, przy którym siedział Kurt i zwrócił się do niego:
— Mogę się dosiąść?
— Oczywiście — odparł Hummel. Wolałby siedzieć tu sam, ale wiedział, że to niegrzeczne odmówić komuś gościnności.
— Słyszałem, ze zamierzasz starać się o rolę w musicalu — zagadnął. Jego głos był ochrypły z wyraźnym akcentem.
— Skąd pan to wie? — zapytał chłopak podejrzliwie.
— Z ekscytacji zapomniałeś, że na ulicy nie powinno rozmawiać się tak głośno, aby nie usłyszeli cię wszyscy przechodnie.
Kurt oblał się rumieńcem. Może ten facet miał racje. Chłopak zanotował sobie w głowie, aby następnym razem ściszyć swój głos.
— Tak się składa, że mogę ci załatwić rolę bez przesłuchania. — Kurta zaskoczyła taka informacja.
— Jak to? Jest pan producentem? — zapytał wyraźnie zaciekawiony.
— Można tak powiedzieć. Tak przy okazji przyjaciele mówią na mnie Crowley.
— Kurt Hummel.
— Słuchaj Kurt, tak jak wspomniałem, mogę załatwić ci tę rolę.
— Jak znam życie, nie ma nic za darmo. Co chce pan w zamian?
— Powiedzmy, że za dziesięć lat po coś bym do ciebie przyszedł.
— Po co?
— Po twoją duszę.
Kurt prychnął. Ten cały Crowley widocznie był wariatem, nie producentem.
— Nie ma duszy. Tak samo jak nieba, piekła czy Boga.
— Uwierz, piekło istnieje, wiem coś o tym.
— To chyba koniec rozmowy — stwierdził Kurt i już zamierzał wstać od stołu.
— Poczekaj. Jeśli twierdzisz, że nie ma duszy, to czemu nie zawrzesz ze mną paktu?
Kurt zamyślił się na chwilę.
— Masz racje, w końcu niczego nie stracę.
— Ok. Musimy jeszcze zatwierdzić układ.
— Mam coś podpisać? Pakt krwi? — zakpił chłopak. Z jednej strony mógł uznać to za głupi żart, jednak z drugiej nie podobało mu się podpisywanie czegokolwiek. Facet mógł chcieć go w coś wrobić.
— Nie. Nie będzie żadnych podpisów. Tylko pocałunek.
Kurt popatrzył na demona z gniewem w oczach.
— To, że jestem gejem, nie oznacza, że będę dostarczał rozrywki każdemu facetowi, który szuka nowych wrażeń! Takie traktowanie do prześladowanie i homofobia! — Kurt wstał i szybkim krokiem wyszedł z lokalu, pozostawiając Crowley’a z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
— Otrzymanie tej roli byłoby spełnieniem moich marzeń. Zrobiłbym wszystko, aby tu zagrać — stwierdził podekscytowany.
— Na pewno ci się uda. Będzie cudownie. — Berry również nie kryła entuzjazmu. W Nowym Yorku wszystko było magiczne i możliwe.
— Przećwiczysz ze mną piosenkę na przesłuchanie?
— Oczywiście, już nawet wiem, co możesz zaśpiewać. — Rachel klasnęła w dłonie.
— To musi być niezwykłe.
— I będzie. Teraz muszę biec na próbę do Funny Girl. Widzimy się wieczorem. — Dziewczyna ucałowała Kurta w policzek i pośpieszyła złapać taksówkę. Chłopak wciąż myśląc o możliwości dostania roli, wszedł do pobliskiej kawiarni. Za nim podążył obcy mężczyzna, który wcześniej przysłuchiwał się rozmowie przyjaciół. Nieznajomy podszedł do stolika, przy którym siedział Kurt i zwrócił się do niego:
— Mogę się dosiąść?
— Oczywiście — odparł Hummel. Wolałby siedzieć tu sam, ale wiedział, że to niegrzeczne odmówić komuś gościnności.
— Słyszałem, ze zamierzasz starać się o rolę w musicalu — zagadnął. Jego głos był ochrypły z wyraźnym akcentem.
— Skąd pan to wie? — zapytał chłopak podejrzliwie.
— Z ekscytacji zapomniałeś, że na ulicy nie powinno rozmawiać się tak głośno, aby nie usłyszeli cię wszyscy przechodnie.
Kurt oblał się rumieńcem. Może ten facet miał racje. Chłopak zanotował sobie w głowie, aby następnym razem ściszyć swój głos.
— Tak się składa, że mogę ci załatwić rolę bez przesłuchania. — Kurta zaskoczyła taka informacja.
— Jak to? Jest pan producentem? — zapytał wyraźnie zaciekawiony.
— Można tak powiedzieć. Tak przy okazji przyjaciele mówią na mnie Crowley.
— Kurt Hummel.
— Słuchaj Kurt, tak jak wspomniałem, mogę załatwić ci tę rolę.
— Jak znam życie, nie ma nic za darmo. Co chce pan w zamian?
— Powiedzmy, że za dziesięć lat po coś bym do ciebie przyszedł.
— Po co?
— Po twoją duszę.
Kurt prychnął. Ten cały Crowley widocznie był wariatem, nie producentem.
— Nie ma duszy. Tak samo jak nieba, piekła czy Boga.
— Uwierz, piekło istnieje, wiem coś o tym.
— To chyba koniec rozmowy — stwierdził Kurt i już zamierzał wstać od stołu.
— Poczekaj. Jeśli twierdzisz, że nie ma duszy, to czemu nie zawrzesz ze mną paktu?
Kurt zamyślił się na chwilę.
— Masz racje, w końcu niczego nie stracę.
— Ok. Musimy jeszcze zatwierdzić układ.
— Mam coś podpisać? Pakt krwi? — zakpił chłopak. Z jednej strony mógł uznać to za głupi żart, jednak z drugiej nie podobało mu się podpisywanie czegokolwiek. Facet mógł chcieć go w coś wrobić.
— Nie. Nie będzie żadnych podpisów. Tylko pocałunek.
Kurt popatrzył na demona z gniewem w oczach.
— To, że jestem gejem, nie oznacza, że będę dostarczał rozrywki każdemu facetowi, który szuka nowych wrażeń! Takie traktowanie do prześladowanie i homofobia! — Kurt wstał i szybkim krokiem wyszedł z lokalu, pozostawiając Crowley’a z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
