niedziela, 19 października 2014

Polowanie

Kilka miesięcy temu napisałam drabble do gry "Don't Starve". Takie tam króciutkie coś.

Polowanie



Wolfgang schował się za krzakiem. Widział już zająca, który wyściubiał nos ze swej norki. Widok zwierzęcia niezmiernie irytował mężczyznę, ponieważ od dłuższego czasu nie mógł go złapać.
Kolejne burczenie w brzuchu popchnęło Wolfganga do dalszych działań. W końcu musiał upolować coś na obiad, jeśli miał zamiar zachować siły i energię na resztę dnia. Jeszcze przez chwilę zastanawiał się nad strategią. Do ręki wziął siekierę i wyskoczył zza krzaka. Od razu pobiegł w stronę zająca, który pisnął przeraźliwe i wskoczył do norki.
Znów się nie udało. Wolfgang zaklął pod nosem , a następnie krzyknął na całe gardło:
 — Zając! Ja ci pokażę!

sobota, 20 września 2014

Idioci


Miniaturkę napisałam kilka miesięcy temu po obejrzeniu 10 odcinka 7 sezonu Supernatural.

Autor: Alice K
Fandom: Supernatural
Spoilery: Odcinek 10 sezon 7 

Idioci
— Idioci! — Bobby wykrzykiwał to słowo w stronę Sama i Deana, gdy znów coś schrzanili. Czasem zdarzało się, że mężczyzna kilkanaście razy przypominał im o najważniejszym składniku zaklęcia, a oni o tym właśnie zapomnieli. Ryzykowali życie z powodu swojej nieuwagi. Ludzie, którzy zachowują się w ten sposób, są po prostu idiotami. Bobby to wiedział i chciał, aby chłopcy też wiedzieli.

— Idioci — mruczał pod nosem Bobby. Ponownie na myśli miał Winchesterów. Jednak tym razem mówił sam do siebie. Dean po raz kolejny odłożył słuchawkę. Wraz z Samem będą mieli kłopoty, o ile już ich nie mają. Nie ma innego wyjścia. Trzeba im pomóc, opuścić posterunek i uratować ich kościste tyłki. Prosił ich wielokrotnie, aby uważali, ale oni wciąż robili wszystko po swojemu.

— Idiota. — W liczbie pojedynczej to słowo również padało z ust Bobby’ego. Zdarzało się to wtedy, gdy rozmawiał tylko z jednym z braci. Zazwyczaj Dean lub Sam ukrywali coś przed tym drugim lub martwili się o siebie nawzajem. Jednak zawsze w końcu zwierzali się wujkowi, który nazywał ich idiotami, bo nie przyszli do niego wcześniej. Ważne sprawy zostawiali na ostatnią chwilę. Nie wiedzieli, co to odpowiedzialność.

— Idioci. — Gdy Bobby wybudził się ze śpiączki, zdążył przed śmiercią powiedzieć to jedno słowo. Sam i Dean uśmiechnęli się do siebie, ponieważ wiedzieli, o co mu chodziło. Tym jednym słowem mógł przekazać wszystko.

„Cholerne dzieciaki, uważajcie na siebie. Kocham Was. Wujek Bobby.”


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Mój Doctor

Drabble do serialu Doctor Who. Pisane po finale drugiego sezonu. 

Autor: Alice K
Fandom: Doctor Who

Mój Doctor

Rose udała się do szpitala, ponieważ jej matka zaczęła rodzić. Idąc szpitalnym korytarzem, zobaczyła mężczyznę. Człowieka, który wyglądał jak ktoś, kogo dobrze znała. Miał rozczochrane włosy, bokobrody i zakrzywiony nos. Jedynym niepasującym elementem całego obrazka był brak płaszcza.
— Doctor? — zapytała, zastanawiając się jak to możliwe, że jest on tutaj teraz. Przecież się z nią pożegnał. Miała nigdy więcej go nie zobaczyć.
Mężczyzna odwrócił się do niej i uśmiechnął się.
— Mam  biały fartuch i stetoskop, więc chyba nim jestem — odezwał się głosem, takim samym, jaki miał Doctor.
Rose w końcu go znalazła. Miała swojego Doctora, który od zawsze był jej przeznaczony,


środa, 6 sierpnia 2014

Urodziny

Kolejne drabble do LOST. Tym razem o moim ulubionym bohaterze.

Autor: Alice K
Fandom: LOST

Urodziny


Mały chłopiec chowa się pod kołdrą. W rączce trzyma zapaloną latarkę.
— Sto lat! Sto lat! — Cicho wypowiada słowa piosenki, aby ojciec ich nie usłyszał. Nie może się dowiedzieć jaki dzisiaj dzień, ponieważ znów by krzyczał. Często podnosi głos bez powodu, czemu nie miałby tego robić teraz. Synek nie chce prowokować ojca. Boi się.
Chłopczyk wyobraża sobie, że latarka to tak naprawdę świeczka na ogromnym, lukrowym torcie. Zawsze marzył o takim cieście, ale nigdy go nie otrzymał. Mógł jedynie wyobrażać sobie, że je ma.
Chłopiec na chwilę zamyka oczy, aby wymyślić życzenie.
— Niech to się skończy — szepcze Ben i gasi światło.

piątek, 1 sierpnia 2014

Lot

Kolejny crossover i kolejny brak pomysłu na tytuł. :)

Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter/LOST

Lot

Lot Oceanic 815 z Sydney do Los Angeles okazał się tragiczną podróżą. Sama katastrofa nie była najgorsza. Jednak wylądowanie na tej piekielnej wyspie, doprowadzało wszystkich do szału. Najbardziej poirytowany był człowiek, który różnił się od reszty bardzo ważnym elementem, miał magiczną moc.

Już na samym początkiem liderem został Jack Shepard. Wokół niego zebrała się grupka ludzi, którzy odgrywali ważniejsze role w życiu na wyspie. Pozostała część ocalałych wiodła spokojniejsze życie. Nikt nie wtykał nosa w ich sprawy, pozostali oni niezauważeni.
Czarodziejowi odpowiadało to. Teraz całe dnie mógł spędzać na chodzeniu po dżungli i szukaniu różdżki. Było to bardzo trudne zadanie zważywszy na setki drzew rosnących dookoła. On mógł mieć jedynie nadzieję, że różdżka nie wpadła do oceanu i jest gdzieś na lądzie. Musiał szukać dalej.

Kilka dni po katastrofie podszedł do niego Hurley z listą pasażerów. Był pierwszym z rozbitków, który odezwał się do maga.
— Jestem Hugo - przedstawił się. Nie musiał tego robić, ponieważ czarodziej znał imię każdego z wyspy. Był świetnym obserwatorem.
— Robię spis ludności. Jak się nazywasz?
— Snape.
Hurley spojrzał na listę. Odnalazł podane nazwisko po paru sekundach.
— Jesteś tu. Severus Snape. Swoją drogą dziwne imię.
Hugo nie słysząc odpowiedz, wzruszył ramionami i odszedł. Jeśli dziwak nie chciał z nim rozmawiać, trudno.

Severusowi ciężko było się przystosować. Musiał łazić po drzewach i łowić ryby (z patroszeniem ich nie miał problemu, w końcu nie takie rzeczy patroszył do eliksirów). Zdobywanie pożywienia nie było najtrudniejsze, jednak noszenie mugolskich ubrań już tak. Brak czarnej szaty sprawiał, że Snape nie czuł się sobą. Niedługo jednak miało się to zmienić. Potrzebował tylko swojej różdżki.

Snape obserwował pozostałych rozbitków i o każdym wyrobił sobie zdanie po niespełna dwóch tygodniach. Pewnego razu dla zabawy zaczął przydzielać ich do domów w Hogwarcie.
Hurley - przyjazny i zawsze skory do pomocy świetnie pasowałby do Huffelpuffu.
Jack wyglądał na mądrego człowieka. Jako lekarz był również dobrze wykształcony. W Ravenclaw znalazłby wspólny język z Krukonami.
Natomiast sprytna i zaradna Kate znalazłaby się w Slytherinie. Tak samo jak Sayid. Irakijczyk był dla niego wielką zagadką. Przeżył tak wiele, zabijał i torturował. Momentami Severus miał wrażenie, że patrzy w lustro. Obaj byli do siebie bardzo podobni. Gdyby kiedykolwiek zaczęli rozmowę, zrozumieliby się od razu. Tak wiele mieli ze sobą wspólnego.
Największym problemem Snape’a był Sawyer. Facet, dla którego liczy się siła. Obraża innych wymyślając nowe przezwiska. Co chwilę flirtuje z Kate, która się nim nie interesuje, a on chce zdobyć tylko ją. Uważa, że jest najlepszy i wszyscy go kochają. Do tego jego prawdziwym imieniem jest James! Snape na sam widok tego typa krzywił się z niesmakiem. Sawyer za bardzo przypominał mu znienawidzonego Jamesa Pottera. Gdyby tego było mało, kilka dni temu zaczął nosić okulary. Sawyer z pewnością trafiłby do Gryffindoru.

Severus Snape się opalił. Był oto niewiarygodne, ale brak balsamu chroniącego przed promieniami UV i spędzanie  całych dni na plaży robiło swoje. Snape zaczynał się zastanawiać, jakie zaklęcie pomoże mu załatwić problem. Z tą myślą ponownie rozpoczął poszukiwania różdżki. I ponownie pluł sobie w brodę, że nie zdecydował się na tę cholerną miotłę.