środa, 27 listopada 2013

Kim jesteś?

Dzisiaj kolejna, krótka miniaturka. Mam nadzieję, że się spodoba.

Autor: Alice K
Fandom: Harry Potter



Kim jesteś?

Spoglądasz w lustro, widzisz zwykłego chłopca.
Właściwie jesteś już młodzieńcem, dorosłeś. Wszyscy żądają od ciebie wielkich czynów. Uważają, że podołasz wszystkiemu. Wierzą w ciebie i wymagają. Chcą, abyś osiągnął wiele, stał się sławny. Nie zwracają uwagi, że masz już dość popularności. Musisz mieć jej coraz więcej, by być najlepszym. Nieważne jest twoje życie i twoja wola, musisz ich zadowolić. Najważniejsze jest zadowolenie dorosłych, którzy ciebie też traktują już jak dorosłego.
Jesteś jeszcze dzieckiem.

Spoglądasz w lustro, widzisz zmęczenie na twarzy.
Nie spałeś dobrze od tygodni. Denerwujesz się, że nie podołasz. Boisz się reakcji bliskich. Koledzy i znajomi z Hogwartu nie dadzą ci długo zapomnieć o porażce. Wyśmieją cię i ciągle będą przypominać Twoją słabość i to, że nie podołałeś. Nie boisz zmierzyć się z losem, lecz martwi cię reakcja i zdanie innych. Czasem wydaję się to żałosne, ale oni w ciebie wierzą. Nie możesz ich zawieść.
Jesteś wciąż zmęczony.

Spoglądasz w lustro, widzisz tylko ucznia.
Miałeś dobre oceny. Nie były tak świetne jak Hermiony Granger lub Cho Chang, ale były zadowalające. Lepsze niż większości Ślizgonów. Uczyłeś się pilnie, ponieważ lubiłeś lekcje. Były niezwykłe i na każdej mogłeś poznać coś nowego. Snape czasem cię irytował, ale dawałeś radę. Nie poddawałeś się. Każdy mógł być z ciebie dumny. Nauczyciele byli, lecz mimo to oczekiwali jeszcze więcej. Musiałeś włożyć dużo wysiłku, by oceny stawały się coraz lepsze. Starałeś się tak jak każdy w Hogwarcie, ale to było za mało.
Jesteś tylko uczniem.

Spoglądasz w lustro i widzisz smutek.
Niektórzy kiwają głowami, zawiodłeś ich. Spuszczają wzrok lub milczą, ponieważ nie są zadowoleni. Wymagają coraz więcej i nie dopuszczają porażki. Nie dają nic od siebie, a żądają tak wiele. Nie wiesz, co robić.
Jesteś Diggory.

niedziela, 17 listopada 2013

Wszystko zostaje w rodzinie

Tekst powstał na pojedynek na Mirriel. Pisany na szybko, nie najlepszy, ale wstawiam, może się komuś spodoba.

Fandom: Harry Potter
Autor: Alice K



Wszystko zostaje w rodzinie

— Gdzie jest Syriusz?! — Głos Walburgi Black niósł się po całym domu. Z pewnością nie pobrzmiewała w nim miła nuta. Wręcz przeciwnie, jej ton był oschły i przesączony jadem.
— Pójdę po niego — zaproponował czternastoletni chłopak i szybko wbiegł po schodach na górę. Przeszedł wzdłuż korytarza, aż w końcu zatrzymał się przed pokojem starszego brata. Zapukał trzy razy, ale nie usłyszał ani słowa odzewu.
— Syriuszu, musimy już wychodzić. Chyba nie chcesz, żeby mama była zła? — wyszeptał, ale znowu nie uzyskał odpowiedzi.
Chłopiec złapał za klamkę i pociągnął drzwi, które o dziwo nie były zamknięte.
Syriusz leżał na łóżku i bezmyślnie wpatrywał się w sufit. Na wejście brata nie zareagował. Nawet nie chciało mu się wyganiać Regulusa z pokoju.
— Syriuszu, proszę chodźmy. — Młodszy z Blacków podszedł do starszego z rodzeństwa i usiadł na skraju łóżka. — Czemu nie chcesz iść?
— Nie będę tam odstawiał cyrku! — sarknął Syriusz i przewrócił się na bok.
— Zrób to dla mnie, proszę. Nie rób tego dla mamy, tylko dla mnie. Chodź ze mną, nie chcę być sam.
Słowa Regulusa nie wywierały na Syriuszu żadnego wrażenia.
— No dobrze pójdę — odrzekł po dłuższej chwili milczenia z grymasem na twarzy. Regulus uśmiechnął się. Cieszyła go tak szybka zmiana decyzji u Syriusza. Zazwyczaj musiał poświęcić co najmniej pół godziny na namowach, a i tak rzadko otrzymywał pożądane rezultaty.
— Ubierz odświętną szatę — poradził Regulus i opuścił pokój.
***
Cała rodzina Blacków opuściła dom przy Grimmuald Place 12. Użyli proszku Fiuu, aby przetransportować się do posiadłości Malfoy Manor. Na dworze przed budynkiem należącym do Malfoya, zostały ustawione olbrzymie stoły. Każdy z nich przyozdobiono białymi obrusami i czerwonymi różami. Wszystko było gotowe, a większość gości zajęła już swoje miejsca. Cała przystrojenie robiło ogromne wrażenie.
Syriusz oglądał pawie, które chodziły wokół stołów i zastanawiał się, co za debil je wypuścił.
— Te ptaszyska zasrają tylko cały teren — wymamrotał pod nosem. Mimo szeptu Regulus to usłyszał i uśmiechnął się lekko. Walburga z pewnością nie byłaby zadowolona z takich komentarzy pod adresem właścicieli dworku.
— Gdzie siadamy?  — spytał Regulus matki.
— Sądzę, że lepszym pomysłem będzie udać się najpierw do panny młodej. W końcu jesteśmy jej najbliższą rodziną.
Orion Black, mąż Walburgi podał jej rękę i oboje udali się do środka posiadłości. Synowie powędrowali za nimi. Syriusz miał nachmurzoną minę i ręce w kieszeni. Regulusa fascynował widok wypuszczonych pawi i ozdobionych stołów. 
Po chwili Walburga zapukała do jednej z komnat. Z wewnątrz wydobyło się ciche „proszę” i cała czwórka weszła do środka. Narcyza miała już na sobie suknię ślubną. Stała przed lustrem, a Bellatrix gładziła jej suknię.
Syriusz na ten widok przewrócił oczami. Bella, w przeciwieństwie do Narcyzy, nigdy nie przepadała za strojeniem się. Jednak jego rodzina była na tyle popaprana, że nic nie mogło go zdziwić.
— Witaj Narcyzo! — przywitała się ciotka i cmoknęła swoją bratanicę w policzek. Orion również ucałował pannę młodą. Regulus skinął głową w jej stronę, a Syriusz uznał, że jakiekolwiek przywitanie jest zbędne. Matka zmierzyła go wściekłym wzrokiem za nie okazanie żadnej reakcji. Już chciała zwrócić mu uwagę na jego skandaliczne zachowanie, ale nie zdążyła powiedzieć ani słowa, ponieważ do pokoju weszła matka Narcyzy.
— Prześlicznie wyglądasz córeczko! — Druella rozczuliła się na widok swojego najmłodszego dziecka ubranego w białą suknię ślubną. Wypuszczała córkę w świat dorosłości. U boku Lucjusza Malfoya miała zmienić się w przykładną żonę i matkę. Jej życie niedługo zacznie wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas.
— Tak, bardzo ładnie — rzuciła od niechcenia Walburga i machnęła ręką. Chciała nawiązać rozmowę na temat, który najbardziej ją nurtował. Był to główny powód spotkania przed ceremonią. — To nie jest teraz istotne. Ważniejsza jest sprawa Twojego przyszłego męża i jego majątku.
— Coś nie tak? — zapytała zdezorientowana Narcyza. Już rok po ukończeniu Hogwartu brała ślub, który planowała od dziecka. Ten dzień powinien być niezwykły, więc niepokoiły ją najdrobniejsze, niedopracowane szczegóły. Ciotka, która miała jakieś wątpliwości, co do przyszłego męża,  z pewnością należała do okoliczności niesprzyjających.
— Z rozmowy z twoją matką… — tu spojrzała na Druellę. — …wywnioskowałam, że cały koszt wesela ponosimy my. My, czyli ród Blacków. Jak wiemy, od stuleci tradycją czystokrwistych rodów jest posag, który otrzymuje pan młody, ale koszty wesela są zazwyczaj dzielone. — Walburga skończyła swoją przemowę i czekała na reakcję przyszłej pani Malfoy.
— Ależ ciociu… — zaczęła Narcyza zaskoczona całym obrotem spraw. — Przecież to niewiele, a my nie możemy…
— …być skąpi — dokończył za nią Syriusz.
— Jak śmiesz? — W Walburgi coś zawrzało. Syriusz mógł pozwolić sobie na takie odzywki w domu, ale nie w takim miejscu i o takiej porze. Upokorzenie na oczach rodziny oznaczało jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły spotkać szanującą się osobę. Walburga starała się zachować zimną krew, co było bardzo trudne. Zawsze dawała ponieść się emocjom. Bardzo szybko wychodziła z równowagi, wystarczyło jedno nieodpowiednie słowo, jeden gest, a świat zmieniał się w piekło.
— Mówię jaka jest prawda. Żal wam pieniędzy nawet na taką uroczystość.
— Nie masz prawa tak się do mnie odzywać! Ty bezczelny smarkaczu! Zakało naszego rodu! — Matka Syriusza nie zwracała już uwagi na to, że w pokoju znajduje się połowa rodziny. Była zbyt wściekła, aby wciąż udawać opanowaną.
— Och, doprawdy? Zakała? Andromeda też plamiła honor naszej rodziny? Dlatego ją wypaliłaś z drzewa?  — zapytał z pretensją w głosie, a odpowiedzi udzieliła mu Bellatrix.
— Wychodząc za tego szlamę, dała nam do zrozumienia, że nie jest jedną z nas. Jeśli zadowala ją plebs, droga wolna.
— Plebs? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz? Jeśli uważasz Teda za gorszego, spójrz na siebie. Co powiesz o Rudolfie?
— Odwal się od mojego męża! — zagrzmiała Bellatrix
Syriusz zmarszczył brwi i spojrzał na kuzynkę wściekłymi oczami, w których zabłysły złowrogie ogniki.
— Zejdź mi z oczu! I nie waż mi się dzisiaj pokazywać! — nakazała Walburga i wskazała na drzwi. Syn spojrzał na nią z pogardą, ale już po chwili jego twarz odzyskała dawny wyraz i pokazywała obojętność. Wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju.
Nie zwrócił nawet uwagi na Regulusa, który wyciągnął rękę, aby go zatrzymać.
— Nic, co się tutaj wydarzyło, nie może wyjść na światło dzienne! — zażądała Walburga, którą zaczęła ogarniać panika i lęk przed kompromitacją rodu Blacków.
— Nie martw się, ciociu. Wszystko będzie dobrze, nikt się nie dowie. Nie przejmuj się nim. — Narcyza położyła dłoń na ramieniu Walburgi, aby dodać jej otuchy.
— Dobrze wiemy — zaczęła Bella sarkastycznie — że Syriusz zawsze był inny niż reszta rodziny. Nigdy…
„Nie pasował do nas” — dokończył w duchu Regulus.