Tekst powstał na pojedynek na Mirriel. Pisany na szybko, nie najlepszy, ale wstawiam, może się komuś spodoba.
Fandom: Harry Potter
Autor: Alice K
Wszystko zostaje w rodzinie
— Gdzie jest Syriusz?! — Głos
Walburgi Black niósł się po całym domu. Z pewnością nie pobrzmiewała w nim miła
nuta. Wręcz przeciwnie, jej ton był oschły i przesączony jadem.
— Pójdę po niego — zaproponował
czternastoletni chłopak i szybko wbiegł po schodach na górę. Przeszedł wzdłuż
korytarza, aż w końcu zatrzymał się przed pokojem starszego brata. Zapukał trzy
razy, ale nie usłyszał ani słowa odzewu.
— Syriuszu, musimy już wychodzić. Chyba nie chcesz, żeby mama była zła? — wyszeptał,
ale znowu nie uzyskał odpowiedzi.
Chłopiec złapał za klamkę i pociągnął drzwi, które o dziwo nie były zamknięte.
Syriusz leżał na łóżku i bezmyślnie wpatrywał się w sufit. Na wejście brata nie
zareagował. Nawet nie chciało mu się wyganiać Regulusa z pokoju.
— Syriuszu, proszę chodźmy. — Młodszy z Blacków podszedł do starszego z
rodzeństwa i usiadł na skraju łóżka. — Czemu nie chcesz iść?
— Nie będę tam odstawiał cyrku! — sarknął Syriusz i przewrócił się na bok.
— Zrób to dla mnie, proszę. Nie rób tego dla mamy, tylko dla mnie. Chodź ze mną,
nie chcę być sam.
Słowa Regulusa nie wywierały na Syriuszu żadnego wrażenia.
— No dobrze pójdę — odrzekł po dłuższej chwili milczenia z grymasem na twarzy. Regulus
uśmiechnął się. Cieszyła go tak szybka zmiana decyzji u Syriusza. Zazwyczaj
musiał poświęcić co najmniej pół godziny na namowach, a i tak rzadko otrzymywał
pożądane rezultaty.
— Ubierz odświętną szatę — poradził Regulus i opuścił pokój.
***
Cała rodzina Blacków opuściła dom
przy Grimmuald Place 12. Użyli proszku Fiuu, aby przetransportować się do
posiadłości Malfoy Manor. Na dworze przed budynkiem należącym do Malfoya,
zostały ustawione olbrzymie stoły. Każdy z nich przyozdobiono białymi obrusami
i czerwonymi różami. Wszystko było gotowe, a większość gości zajęła już swoje miejsca.
Cała przystrojenie robiło ogromne wrażenie.
Syriusz oglądał pawie, które chodziły wokół stołów i zastanawiał się, co za
debil je wypuścił.
— Te ptaszyska zasrają tylko cały
teren — wymamrotał pod nosem. Mimo szeptu Regulus to usłyszał i uśmiechnął się
lekko. Walburga z pewnością nie byłaby zadowolona z takich komentarzy pod
adresem właścicieli dworku.
— Gdzie siadamy? — spytał Regulus matki.
— Sądzę, że lepszym pomysłem będzie udać się najpierw do panny młodej. W końcu
jesteśmy jej najbliższą rodziną.
Orion Black, mąż Walburgi podał jej
rękę i oboje udali się do środka posiadłości. Synowie powędrowali za nimi.
Syriusz miał nachmurzoną minę i ręce w kieszeni. Regulusa fascynował widok
wypuszczonych pawi i ozdobionych stołów.
Po chwili Walburga zapukała do jednej z komnat. Z wewnątrz wydobyło się ciche
„proszę” i cała czwórka weszła do środka. Narcyza miała już na sobie suknię
ślubną. Stała przed lustrem, a Bellatrix gładziła jej suknię.
Syriusz na ten widok przewrócił oczami. Bella, w przeciwieństwie do Narcyzy,
nigdy nie przepadała za strojeniem się. Jednak jego rodzina była na tyle
popaprana, że nic nie mogło go zdziwić.
— Witaj Narcyzo! — przywitała się
ciotka i cmoknęła swoją bratanicę w policzek. Orion również ucałował pannę
młodą. Regulus skinął głową w jej stronę, a Syriusz uznał, że jakiekolwiek
przywitanie jest zbędne. Matka zmierzyła go wściekłym wzrokiem za nie okazanie
żadnej reakcji. Już chciała zwrócić mu uwagę na jego skandaliczne zachowanie,
ale nie zdążyła powiedzieć ani słowa, ponieważ do pokoju weszła matka Narcyzy.
— Prześlicznie wyglądasz córeczko!
— Druella rozczuliła się na widok swojego najmłodszego dziecka ubranego w białą
suknię ślubną. Wypuszczała córkę w świat dorosłości. U boku Lucjusza Malfoya
miała zmienić się w przykładną żonę i matkę. Jej życie niedługo zacznie wyglądać
zupełnie inaczej niż dotychczas.
— Tak, bardzo ładnie — rzuciła od niechcenia Walburga i machnęła ręką. Chciała
nawiązać rozmowę na temat, który najbardziej ją nurtował. Był to główny powód
spotkania przed ceremonią. — To nie jest teraz istotne. Ważniejsza jest sprawa
Twojego przyszłego męża i jego majątku.
— Coś nie tak? — zapytała zdezorientowana Narcyza. Już rok po ukończeniu
Hogwartu brała ślub, który planowała od dziecka. Ten dzień powinien być
niezwykły, więc niepokoiły ją najdrobniejsze, niedopracowane szczegóły. Ciotka,
która miała jakieś wątpliwości, co do przyszłego męża, z pewnością należała do okoliczności
niesprzyjających.
— Z rozmowy z twoją matką… — tu spojrzała na Druellę. — …wywnioskowałam, że
cały koszt wesela ponosimy my. My, czyli ród Blacków. Jak wiemy, od stuleci
tradycją czystokrwistych rodów jest posag, który otrzymuje pan młody, ale
koszty wesela są zazwyczaj dzielone. — Walburga skończyła swoją przemowę i
czekała na reakcję przyszłej pani Malfoy.
— Ależ ciociu… — zaczęła Narcyza zaskoczona całym obrotem spraw. — Przecież to
niewiele, a my nie możemy…
— …być skąpi — dokończył za nią
Syriusz.
— Jak śmiesz? — W Walburgi coś zawrzało. Syriusz mógł pozwolić sobie na takie
odzywki w domu, ale nie w takim miejscu i o takiej porze. Upokorzenie na oczach
rodziny oznaczało jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły spotkać szanującą się
osobę. Walburga starała się zachować zimną krew, co było bardzo trudne. Zawsze
dawała ponieść się emocjom. Bardzo szybko wychodziła z równowagi, wystarczyło
jedno nieodpowiednie słowo, jeden gest, a świat zmieniał się w piekło.
— Mówię jaka jest prawda. Żal wam pieniędzy nawet na taką uroczystość.
— Nie masz prawa tak się do mnie
odzywać! Ty bezczelny smarkaczu! Zakało naszego rodu! — Matka Syriusza nie zwracała
już uwagi na to, że w pokoju znajduje się połowa rodziny. Była zbyt wściekła,
aby wciąż udawać opanowaną.
— Och, doprawdy? Zakała? Andromeda też plamiła honor naszej rodziny? Dlatego ją
wypaliłaś z drzewa? — zapytał z
pretensją w głosie, a odpowiedzi udzieliła mu Bellatrix.
— Wychodząc za tego szlamę, dała
nam do zrozumienia, że nie jest jedną z nas. Jeśli zadowala ją plebs, droga
wolna.
— Plebs? Czy ty zdajesz sobie
sprawę z tego, co mówisz? Jeśli uważasz Teda za gorszego, spójrz na siebie. Co
powiesz o Rudolfie?
— Odwal się od mojego męża! —
zagrzmiała Bellatrix
Syriusz zmarszczył brwi i spojrzał
na kuzynkę wściekłymi oczami, w których zabłysły złowrogie ogniki.
— Zejdź mi z oczu! I nie waż mi się
dzisiaj pokazywać! — nakazała Walburga i wskazała na drzwi. Syn spojrzał na nią
z pogardą, ale już po chwili jego twarz odzyskała dawny wyraz i pokazywała
obojętność. Wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju.
Nie zwrócił nawet uwagi na
Regulusa, który wyciągnął rękę, aby go zatrzymać.
— Nic, co się tutaj wydarzyło, nie
może wyjść na światło dzienne! — zażądała Walburga, którą zaczęła ogarniać
panika i lęk przed kompromitacją rodu Blacków.
— Nie martw się, ciociu. Wszystko
będzie dobrze, nikt się nie dowie. Nie przejmuj się nim. — Narcyza położyła
dłoń na ramieniu Walburgi, aby dodać jej otuchy.
— Dobrze wiemy — zaczęła Bella sarkastycznie — że Syriusz zawsze był inny niż
reszta rodziny. Nigdy…
„Nie pasował do nas” — dokończył w
duchu Regulus.